Esencja Śląskiego
Home [<< Pierwsza] [< Poprzednia] [Następna >] [Ostatnia >>]
Strona 1 z 2

Dzień 1     46,6 km - AVS 11,4 km/h - Vmax 59,0 km/h - 2094 m przewyższeń (701 m wyciąg) GPS
Dzień 2     38,4 km - AVS 11,9 km/h - Vmax 43,9 km/h - 1038 m przewyższeń GPS
Dzień 3     45,2 km - AVS 13,9 km/h - Vmax 51,9 km/h - 1400 m przewyższeń (462 m wyciąg) GPS

W drodze nam trochę zeszło i zajechaliśmy później niż planowaliśmy. Wszystko jednak było dla nas przygotowane.
Rano szybkie śniadanie i ruszamy. Ponieważ pod bazą nie ma wyciągu, trzeba kręcić.
Klasyczny podjazd przez Cienków niezniszczonym żółtym.
Docieramy do rozjazdu - prawo Barania, lewo Skrzyczne.
Tym razem rzadziej obierany kierunek - Skrzyczne. Po drodze jest kilka podjazdów...
...ale jest również kilka zjazdów...
...które najczęściej wpychamy.
Skrzyczne cały czas w zasięgu wzroku, ale nadal mamy do niego sporo metrów w pionie.
Łysa Malinowska Skała. A z niej świetny korzenny zjazd.
Jeszcze 3 razy w górę i lądujemy na Skrzycznym.
A te wszystkie podjazdy w jednym celu - czerwony do Buczkowic. I pierwszy od dawna snejk w HRII.
Trochę asfaltowego powrotu i wreszcie udaje mi się załapać na nowe krzesełka.
Do np. Koutów jeszcze sporo brakuje, ale komfort jazdy zdecydowanie się poprawił.
Ruszamy z powrotem czerwonym szlakiem.
Te dobre zjazdy w tą stronę trzeba wpychać. Nie jesteśmy w tym odosobnieni, choć większość bikerów (i bajkerek), których spotykamy, jedzie na sztywniakach...
Mijamy Gawlasi i ruszamy zdobywać Baranią.
Do szczytu już całkiem niedaleko, kiedy niebo zaczyna tracić przyjazny wygląd.
Chwila odpoczynku i punkt nr 2 dzisiejszej wycieczki - niebieski do Wisły.
Na szczęście sine niebo nie jest sine po horyzont, więc kilka kropel deszczu wytrzymamy.
Łukasz spuszcza trochę powietrza, żeby się lepiej jechało...
...i 100 m dalej łatamy snejka, opędzając się od tysięcy tnących meszek.
Mimo przestoju, na obiad spóźniamy się tylko 3 minuty i wychodzi słońce - jest dobrze.
Szybkie gmeranie przy rowerach i wybywamy na festyn z niedrogim piwem, dobrym żarciem uzupełniającym i kulaniem opony.
Dzień 2 nie zaczyna się najlepiej. Szaro, od czasu do czasu jakaś kropelka. Łukasz jest rozdarty - raz szuka kremu antysłonecznego...