Mini pożegnanie zimy
Home
Z uwagi na skutki gorącego powitania i inne, za rower złapałem dopiero koło 14.30. Nie po to wlokłem go 400 km, żeby przestał w kącie...
Z bacówki od razu ostro pod górę. Widać, że tu zima jeszcze nie odpuściła...
Jest coraz gorzej...
...i coraz gorzej. :)
Na szczęście w lesie, gdzie słońce operowało mniej, z 1 atm w oponach dało radę walczyć pod górę .
Dotarłem do czerwonego beskidzkiego. Ponieważ na Halę Łabowską było mocno w dół, pojechałem w kierunku Jaworzyny.
Na Jaworzynę rzuciłem okiem, jednak znów zaczęło się wszędzie w dół, więc zawróciłem.
Śmignąłem spowrotem w dół przez las i ponieważ było super, podjechałem i zjechałem jeszcze 2 razy. Z wynikiem: 1 OTB i 0 drzew zakończyłem miniwypad.
I tak zakończyło się moje pożegnanie zimy w górach. Niewielką ilość km na rowerze rekompensowały widoki za oknem podczas poranno-wieczornych posiadówek. :)