Widokowisko
Home

Dzień 1     43,7 km - AVS 13 km/h - Vmax 56,8 km/h - 1687 m przewyższeń z gondolką (465 m) GPS
Dzień 2     68,5 km - AVS 14,2 km/h - Vmax 52,7 km/h - 2381 m przewyższeń z wyciągiem (300 m) GPS

Dzień zaczynamy tak, jak powinno zaczynać się dzień, mieszkając naprzeciw wyciągu.
Łukasz na wyciągu nie okazał się człowiekiem zimnego chowu, więc teraz się rozpakowuje...
...a ja podziwiam Tatry, których dawno stąd nie widziałem.
Nawet nie myślimy o postoju w oblężonej Bacówce i płynnie wpasowujemy się w podjazd na Runek.
Równie płynnie przelatujemy w kierunku Jaworzyny...
...gdzie naszym celem jest zjazd czerwonym do Krynicy. Niestety, wciąż nie usunięto drzew, a co gorsza środkową część singla została rozwalona przez ciężki sprzęt.
Na szczęście dolny odcinek pozostał niezmieniony.
Wjazd z powrotem kosztuje 28 zł. Jak dla nas, atrakcyjność zjazdu czerwonym jest w tej chwili na granicy opłacalności. Jeśli rozwalą szlak jeszcze trochę, trzeba będzie go odpuścić.
Szybko wracamy po śladach na Runek, potem mykamy na Łabowską i skręcamy na niebieski szlak do Łomnicy.
Niestety, dolna część ścianki na niebieskim nadal jest jest lepsza od nas...
Lekko zdołowani wyżywamy się na podjeździe czerwonym, przebijając się w kierunku Wierchomli.
Podobnie jak rok temu, ścinamy pętlę czerwonego. Choć jak teraz patrzę na mapę, może nie warto, bo owa piękna droga kończy się bardzo ponurym, błotnistym i zagnojonym zakątkiem.
A na dodatek trzeba potem pchać się na szagę przez łąki.
Na przełamaniu Łukasz postanawia umocować błotnik który lekko ucierpiał na niebieskim z Łabowskiej.
Mam więc czas, aby podziwiać widoki.
Wreszcie Wierchomla. Zjazd tym razem jest o wiele przyjemniejszy i wbrew pozorom, całkiem interesujący. Jako, że to dzień aklimatyzacyjny, turlamy się asfaltem na metę i kończymy wycieczkę.
Dzień kolejny również rozpoczynamy wyciągiem, ponieważ dziś plan mamy dość ambitny - żółty spod Przehyby do Przysietnicy.
Ponieważ czerwony potraktujemy jako dojazd do celu dzisiejszego dnia, ograniczamy postoje na zdjęcia, batoniki czy sikanie...
...i już po godzinie meldujemy się na hali Łabowskiej.
W schronisku również nie zabawiamy długo i po kolejnej godzinie...
...docieramy do pierwszego większego funu...
...zjazdu czerwonym do Rytra.
Jakoś tak w połowie wpadamy w rzekę błota. Kolejna zajebista droga wyrzynana przez góry. Na szczęście czerwony dość szybko umyka w bok i nie wygląda, aby w przyszłości droga bardziej go zagarnęła.
W Rytrze znów atakujemy znajomy sklepik i nabieramy sił za pomocą Coli, bananów i batonów...
Bo przed nami długi podjazd pod Radziejową.
Podjazd uprzyjemniają nam setki much oraz dopompowywanie tylnego łukaszowego koła, bo od wczoraj nie chce mu się zmienić dętki, a wiatru starcza na jakieś 1,5h.
Tym razem podjazd poszedł nam całkiem sprawnie - jeden czasookres dopompowywania. Naszym oczom ukazują się skąpane w deszczu Małe Pieniny.
Nad nami jednak błyska słońce, więc bez ociągania przemy w kierunku Przehyby.
Okazuje się, że gdzieś w okolicach naszej bazy pogoda też nie najlepsza.
Czując w nogach, a przede wszystkim w dupsku, trasę i podjazd, myślimy już tylko o korzennym przelocie pod Przehybę i zjeździe źółtym.
Wreszcie żółty. Bardziej mokro, mniej pary, parę zwalonych drzew przez wesołych drwali, więc generalnie fun trochę mniejszy. Ale tylko trochę.
Po 40 minutach zjazdu lądujemy w Przysietnicy. Czas akuratny, bo plan zawiera wpakowanie się w pociąg o 18.
Dzięki świetnemu wywiadowi, sprawnie odnajdujemy nieoznakowaną panią posiadającą wiedzę o pociągach w Barcicach.
Mamy niecałą godzinę na wciągnięcie żurku z jajkiem na półtwardo i plackiem po węgiersku oraz zapoznaniem się z regulaminem braku kasy biletowej.
I znów jadę pociągiem...
Jeszcze w pociągu Łukasz krakał. I wykrakał. Na 6 km asfalcie stacja-baza dorwał nas deszcz. Na szczęście nieduży i z przewagą słońca.
Oczywiście w bazie już nie padało.
Ostatni dzień poświęciliśmy na tematy bliskorowerowe, takie jak odłupywanie błota i wymianę dętki Łukasza...
...obserwowanie wyścigu XC AZS MTB Cup elity, który odbywał się w gigantyczniej ulewie i jeszcze większym błocku...
...oraz tematy mniej rowerowe...