Po błocie i wodzie
Home [<< Pierwsza] [< Poprzednia] [Następna >] [Ostatnia >>]
Bardzo późne otwarcie sezonu górskiego, ale od razu z grubej rury - 3 dni z plecakami. Zdjęcia trochę gorsze, bo aparat mini, który dostałem od neostrady ma jedynie te zalety, że jest mini i robi się nim zdjęcia jedną ręką.
Niebo nie wygląda zachęcająco, ale postanawiamy być tym razem nieustępliwi. Dwa razy przekładaliśmy wyjazd ze względu na pogodę, więc do 3 razy sztuka. Powtarzam powiedzenie batona z Krowy: "Pogoda sprzyja odważnym.".
W punkcie odpoczynkowym dokonujemy przebrania. Jest 15C, brak wiatru i pod górę.
Zjechaliśmy z asfaltu i zaczęło się. Nie dość, źe pod górę, to jeszcze cały czas po cienkiej warstwie błota...
Dość szybko osiągamy pułap chmur. Wilgotność powietrza osiąga chyba 100%.
Jest stosunkowo ciepło, więc wyłażą płazy. Dobrze, że nie gady... Pierwszy raz widzę salamandrę w Beskidzie Śląskim.
Żółty szlak próbuje wykorzystać mgłę, aby nam umknąć, ale nie dajemy się zmyłkom.
Widok na Czantorię Wielką.
Sprawnie, choć po omacku, turlamy się na szczyt.
Ponieważ na granicznym za Czantorią chmury odpuściły, przyspieszyliśmy. Tomek przespieszył zbyt mocno, jego rower nie i się rozstali. Na szczęście Tomek zauważył, wyhamował kilkanaście metrów niżej i wrócił po zgubę.
Ponieważ tuż przed Soszowem wjechałem na drucik i łatałem dętkę, na szczycie zdążyli wszystko przygotować. Przez niedopatrzenie napisali META zamiast NAPRZÓD. Wyjaśniliśmy więc nieporozumienie i ruszyliśmy dalej.
Pogoda zaczęła wynagradzać nasze zaufanie i podejście na Stożek robiliśmy już w słońcu.
Gdy pojawiło się słońce, pojawiły się góry, pojawiło się wszystko. Łącznie z pomrukami zza Stożka.
Posiedzieliśmy chwilę w cieple, susząc buty i czekając, aż burza pójdzie bokiem, po czym ruszyliśmy dalej.
Wszystko byłoby OK, ale burza rozbudowała się i skręciła nad Istebną, wchodząc na kurs kolizyjny...
Zabrakło nam 15 minut... Uciekając żółtym przed deszczem, Tomek stracił batonik, buteleczkę Rohloffa i przedni błotnik, natomiast zyskał kilka nowych sznyt i dziurę w spodenkach. Pokrzepiliśmy się herbatą oraz frytkami i...
...wyszło słońce. Niespiesznym tempem przejechaliśmy przez Istebną...
...potem asfaltem...
...i terenem wzdłuż Czadeczki na przełęcz Rupienka.
Wbijając się atrakcyjnym niebieskim szlakiem na Sołowy Wierch znów usłyszeliśmy za sobą pomruki.