Błotniste single
Home [<< Pierwsza] [< Poprzednia] [Następna >] [Ostatnia >>]
Strona 1 z 2

Dzień 1     48,5 km - AVS 11,1 km/h - Vmax 48,6 km/h - 1484 m przewyższeń MAPAGPS
Dzień 2     44 km - AVS 10 km/h - Vmax 47,4 km/h - 1456 m przewyższeń MAPAGPS

Sobotnim rankiem okazało się, że nie wszystkie bociany odleciały w cieplejsze okolice. Co prawda ten był trochę nieruchawy, ale był.
Rozgrzewka na start - kilkanaście kilometrów asfaltu pod Wielką Raczę. Mimo, że nie padało, generalnie jest mokro - mokre ulice, mokre drzewa, mokre błoto.
Równe 17 km asfaltu i skręcamy w teren - żółty na Raczę. No i od razu Tomkowi buntuje się napęd, ale po krótkim kręceniu śrubkami pokonujemy jego opór.
Żółty to może niezbyt stromy...
...ale za to ciągnący się długo podjazd.
Po godzinie wbijania się coraz bardziej w chmurska, docieramy do znaku 'Schronisko 5 min'. Ale w górę, więc je olewamy i ruszamy czerwonym w kierunku Przegibka.
Wyjaśniam Tomkowi, że stąd jest super widok na Tatry.
Podstawa chmur podobno jest na 800 m, więc od czasu do czasu włączają się jakieś widoki.
Jak na razie, mimo błota i liści, jedzie się całkiem sprawnie.
Na przydrożnej mapie bardzo widoczny syndrom tykania paluchem - od razu widać, gdzie jesteśmy oraz skąd i dokąd jedziemy.
Jest klimatycznie.
Za Bugajem robi się kiepsko - klejące błocko, strome, śliskie sekcje korzenne pod górę i woda lejąca się z choinek. Ten odcinek zdecydowanie lepszy w kierunku Raczy. I na sucho.
Wreszcie Przegibek. Jesteśmy całkiem przemoczeni, a mój napęd odmówił współpracy, bo łańcuch zgarnął tonę błota z koła i najmniejsza koronka korby stała się bezużyteczna z powodu czejnsaków.
Na szczęście w schronisku jest bardzo miła obsługa, więc za pomocą czerwonego rekwizytu doprowadzamy napędy do stanu używalności.
A dla nas herbata i zupa czosnkowa, które mają podnieść uroki krajobrazu.
Rowery i ciuchy suche jak pieprz, przynajmniej taką wersję przyjmujemy, więc szybkie smarowanie i w drogę.
Zawsze jeździłem czerwonym, górą, ale podobno niebieski jest całkiem OK. Korzeniasty i w ogóle, co przy obecnej pogodzie nie wróży najlepiej, ale miętcy nie jesteśmy.
Pomijając kwestię obecnej pogody i pieruńsko śliskich sekcji korzennych...
...dwóch podejść...
...oraz jednego czy dwóch miejsc, których bym chyba nie zaryzykował nawet na sucho, niebieski jest świetny! Długi techniczny singielek. Z powodu podejść, pewnie lepszy w drugą stronę.
Wjeżdżamy do Mordoru.
Okolice Rycerzowej znów w chmurach. Nie zaglądamy do schroniska, bo, o ile pamiętam, obsługę tutaj trudno nazwać sympatyczną...
...i ruszamy w kierunku zielonego przez Muńcuł. Jak na panujące dotychczas standardy, jest sucho! Nawet korzenie są suche, choć wiele ich nie ma...
Pierwsze porządne 'w dół' dzisiejszego dnia.
Dużo tego 'w dół' nie było, ale zawsze coś.
Dodatkowo, zaczynają pojawiać się nieśmiałe przebłyski słońca. Jeszcze trochę i będzie sucho...
Krótkie wbijanie się na Kotarz, gdzie w promieniach słońca regenerujemy siły przed finalnym zjazdem i ruszamy.
Jeszcze chwila spokojnego kontemplowania widoków po płaskim...
...i docieramy do zapowiadanego singla.
'A słońce wysoko, wysoko świeci pilotom w oczy...'
'Ogrzewa niestrudzenie zimne niebieskie przestrzenie.'
'Czekam na wiatr, co rozgoni ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy naraz ze słońcem twarzą w twarz.'
Nie chciałem Korze przerywać, ale tak niestety wyglądała środkowa część szlaku. Niezbyt długa, ale za to pokryta warstwą śliskiego błocka akurat do driftów.
Na szczęście dalej jest już dobrze. Choć nadal mocno ślisko...
...a na dodatek widoki rozpraszają. W takich okolicznościach przyrody spadamy do Ujsoł, gdzie w telegraficznym skrócie: mycie rowerów, się, obiad, piwo, Pingwiny z Madagaskaru, Mam Talent, Teoria Chaosu.