Nowe stare + całkiem nowe
Home
Po wielu skomplikowanych operacjach logistycznych docieramy na miejsce. Zajmujemy miejsce przy kiblu, co może nie zapewnia w pełni świeżego powietrza, ale za to jest dodatkowa przebieralnia i nawet nie da rady się rozpędzić, żeby pobiec za potrzebą.
A na płocie taka oto karteczka. Coś nie do pomyślenia w Polsce. Tak bardzo nie do pomyślenia, że w grupie zaczęły rodzić się po cichu pytania, o co jej tak naprawdę chodzi...
Zaczynamy od starego podjazdu czyli szutrowej sztajchy.
Zaczynają się więc pierwsze narzekania.
Na górze chwila odpoczynku, ostatniego macania rowerów i ruszamy na rozgrzewkę na Kozi niebieski.
Niby niebieski, niby łatwy, a strach zaczyna narastać.
Szybki powrót z połowy i zwiększamy stopniowo trudność - Modrinovy czerwony.
Do góry i znów trudniej - czarny Pod Jeskynkou. Początek z samej góry nowy dla nas i mile zaskakujący.
Miejsce z czaszeczką i podejścia do przejechania stąd tam na wprost. Niestety, niezaliczone.
Pozostaje czikenlajn, choć ten cziken to taki bardziej wyrośnięty i bojowy.
Znów na górę i nowość dla wszystkich - czarny Boulder.
Pierwsza połowa taka sobie, ale druga, od podjazówki, na tyle fajna, że w trochę pomniejszonej ekipie obracamy szybko jeszcze raz.
I na koniec kolejna nowość - czerwony Pernikovy prosto na parking. Zacny. Trutnov robi się coraz większą (i trudniejszą) konkurencją dla Rychlebów.
Na noc lądujemy w Polsce w jednogwiazdkowym hotelu. Sardynkowe warunki łagodzi cena, wypasione śniadanie i krótki czas pobytu.
Szybkie pakowanko i nowa dla mnie miejscówka, która bardzo przypadła chłopakom do gustu tydzień wcześniej - Dzikowiec. Rozgrzewkę w postaci 15 okrążeń parkingu planuje tylko Tomek.
Oczekiwanie (jednak bez rozgrzewki)...
...i zaczyna się jazda.
Mistrz drugiego planu czyli szczający zombie. Bo jak nie, to co?
Rozjeżdżanie freerajdówki przerywamy wizytą na trasie DH. Najodważniejsi z odważnych atakują jedyną atrakcję trasy.
A potem znów freerajd przerywany widoczkami.
Po małym conieco towarzystwo zaczyna się rozpadać.
My, mimo strachów na niebie, zaliczamy jeszcze 2 kółka.
Na koniec mały pokaz dla znudzonych matek z dziećmi i do domu...