Po błocie i wodzie II
Home
Sobota, 9.30. Szybkie rozpakowanie fury... i czekamy. Pada. Według prognoz ma przestać, a o 14 ma nawet wyjść słońce...
Jak tylko przestało padać, wsiadamy na wyciąg. Oczywiście od razu znów zaczyna padać. Potem zaczyna mżyć, a na koniec wjeżdżamy w chmury...
Co prawda tu nie pada, ale wilgotność i tak w okolicach 100%. Nie jesteśmy jedynymi narwańcami. Ale nie wiem, czy chłopaki wiedzą, na co się porwali...
Ruszamy w kierunku Baraniej. Jeszcze chyba nie widziałem tu tyle błota.
Ale oczywiście klimacik jest.
Od Małego Skrzycznego do Malinowskiej Skały ostało się już bardzo niewiele lasu. Dziś jednak ważniejsze jest to, że pojawiły się prześwity w chmurach.
Nędzne resztki drzew na Magurce Wiślańskiej.
Natomiast Hala Barania zaczyna powoli odżywać.
Rozpoczynamy wspinaczkę. Na szlaku znów pojawiły się drzewa, tym razem zwalone przez drwali.
Wciąż jestem pod wrażeniem wycinki pod samym szczytem. Naprawdę całkiem niedawno był tu kamienisty szlak prowadzący przez gęsty las. Masakra...
Zaśmiecony i pochmurny szczyt nie był wart zdjęcia. Spadamy czerwonym i... słońce. No tak - 13.45.
Dalej jedziemy już w pięknych okolicznościach przyrody.
Przelatujemy czerwonym, na którym walczymy z błockiem i mokrymi belkami, potem żółtym i zielonym zjeżdżamy do Wisły na pierogi ze śmietaną a'la zupa. Tylko łyżki mi nie dali...
Po dłuższej wspinaczce trawersujemy Czupel. W sumie nigdy nie byłem na szczycie. Zapamiętać.
Powtarzam sobie, że od tego momentu praktycznie już tylko w dół...
...aby nie myśleć o podejściu pod Jawierzny i przełęcz Salmopolską. Ale z samej przełęczy żółtym i asfaltem 8 km już tylko i wyłącznie w dół do bazy...
...gdzie Stefan dobiera narzędzia do nowej ramy.
Byliśmy dobrej myśli, bo sobotnia prognoza się sprawdziiła, a niedzielna nie była zła. Jednak w niedzielny poranek nawet skromne śniadanie...
...nie polepsza nam humoru. Od rana pada, a widoczność szybko się kończy.
Czekamy do 12 i szykujemy wesoły autobus do powrotu...
I to by było na tyle. Tym razem tylko 45 km w błocie. Nawet mapy nie ma po co dawać...