Śląsko-Żywiecko
Home

Dzień 1     50,0 km - AVS 12,2 km/h - Vmax 49,2 km/h - 1474 m przewyższeń MAPAGPS
Dzień 2     29,4 km - AVS 8,6 km/h - Vmax 45,0 km/h - 1276 m przewyższeń MAPAGPS

Znów dość spora ekipa +1. Tym razem +1 to nie element pieszy, ale szosowy. Różne odchyłki mają ludzie...
Dziś wielki dzień - odpalenie nowiutkiego dolnego wyciągu. Wszystko pięknie, ludzi w pip, mamy ambitne plany i w ogóle, ale już na dole plany te zostają brutalnie zniweczone...
...przez karteczkę w oknie kasy, ponieważ wiatr urywa łeb i górna linia wyciągu nie działa.
Pozostaje więc kręcenie na szczyt.
Kierownik bardzo napiera, więc na rozgrzewkę zielony+dzikie ścieżki ze Skrzycznego.
I po wysokości. Chwilę debatujemy, co dalej...
...i kolejny odpoczynek, tyle, że 20 asfaltowych kilometrów dalej i 400 m wyżej - wlot na TW na Magurce.
No to lecimy.
Mleko-sreko, a łatać i tak trzeba...
Ten, no, kwiat MTB odpoczywa.
Kolejne 400 m w pionie i B3. Na zdjęciu gówno widać, ale na tej ściance trudno ustać.
Co się przyjechało, trzeba odjechać - 15 km kręcenia i lądujemy w bazie.
W niedzielę zmieniamy góry.
Gdzieś tam mamy zamiar się wbić. I to ze 2-3 razy.
Początek łatwy, akurat, żeby rozruszać się po wczorajszym.
Pierwszy dzisiejszego dnia skrót enduro.
Trochę spontanicznego lansu...
Tylko Kuba wybrał opcję Hard.
No to pierwszy niebieski - do Sopotni.
Z samego singla zdjęć niewiele, bo tam mało myśli się o zdjęciach.
Kupa zabawy do asfaltu. A potem mam instrukcję z internetu jak sprawnie wrócić na Rysiankę. Pierwszy punkt instrukcji jest prosty. A potem mamy skręcić w lewo.
Skręcamy w lewo niby w dobrym miejscu, ale jednak, jak się okazuje, nie do końca. Zamiast trochę wpychać i raczej jechać, 20 minut wpychamy drogą zwózkową.
W instrukcji było w prawo, ale my mamy w lewo.
Plus taki, że da się jechać no i jesteśmy ze 300 m od żółtego szlaku. Tyle, że ta droga po prostu się kończy przy linii drzew.
Nie ma jak trawersować zbocza, bo po lewej robi się prawie pionowo. Robimy więc kolejny skrót enduro.
Gdyby nie zwalone drzewa i w ogóle cała roślinność, nie byłoby najgorzej.
Jak to mówią, co nas nie zabije, to nas wzmocni.
No i mamy przynajmniej trochę fajnego zjazdu na halę.
Drugi skrót dał się części grupy we znaki.
Rezygnujemy z zielonego na Boraczą i po colce w schronisku wbijamy się w niebieski do Zlatnej.
To była jakaś sztuczka z zakładaniem plecaka, ale nie złapałem się na całą...
Znów fot niewiele, bo byli DHowcy narzucają dość ostre tempo.
Trochę wspólnego iskania, fura, baza, obiad, kąpiel, fura, dom.