Idzie zima...
Home

Dzień 1     44,7 km - AVS 10,7 km/h - Vmax 51,9 km/h - 2498 m przewyższeń (855 m wyciągi) GPS
Dzień 2     35,4 km - AVS 10,0 km/h - Vmax 52,7 km/h - 1744 m przewyższeń (406 m wyciąg) GPS

Październik i listopad to pora bardziej motorowa w Szczyrku. Wylęgło się ich naprawdę sporo. Również z Łodzi... I na dodatek, znajomi.
Dajemy sobie spokój z połowicznym wyciągiem na Skrzyczne i ruszamy w kierunku gondolki na Szyndzielnię. Łatwo nie jest. Grzesiek postanawia zawrócić i ledwo udaje mi się go przekonać do dalszej jazdy.
No może nie do końca jazdy...
Ostre hetanie pod górę wynagradzają chmurzaste widoki.
Na szczęście dalej jest łatwiej, a jeszcze dalej jest całkiem niezły zjazd czerwonym do Bystrej. Taki akurat na rozgrzewkę.
Docieramy do gondolki i zderzamy z polską rzeczywistością. Wagonik rowerowy jest jeden i właśnie pojechał na górę. Czekamy więc ze 20 minut, trochę na dole, trochę na górze, aż obróci. Masakra.
Lekko przemarznięci, kręcimy szybko w kierunku schroniska pod Klimczokiem...
...bo w planach jest czerwony na Karkoszczonkę. Na początek widoczki...
...a potem zaczyna się właściwa sekcja korzenna. Albo trochę złagodniało, albo poprawiły się moje umiejętności, bo jedzie się całkiem nieźle.
Z Karkoszczonki ciągniemy dalej czerwonym, sycąc oczy i nabierając sił przed Hyrcą.
Może to jednak kwestia nowej ramy, bo 3/4 zrobiłem w siodle.
Sam szczyt Hyrcy omijamy objazdem, kontemplując widoki, a potem ciągniemy na Kotarz, gdzie ukrytą ścieżką spadamy do asfaltu.
Nowe cudo techniki na razie w kawałkach.
Godzina niezbyt późna, więc korzystamy z wyciągu, żeby zrobić jakiś zjazd na deser.
Powyżej Jaworzyny nie ma już śladu po starym wyciągu.
Wybieramy opcję hard - 10 minut dopychu do odbicia na czerwony do Buczkowic.
Zdjęcie z początku. I już, bo potem szkoda było się zatrzymywać. Szlak chyba wyłagodniał, bo jechało mi się zdecydowanie lepiej niż kiedyś.
Niedzielny poranek słoneczny, ale... wszystki pobielało. Są duże opory przed ruszeniem tyłka z domu, ale nie przyjechaliśmy tu przecież dla przyjemności.
Pakujemy się na wyciąg, gdzie, pomimo białej trawy, jest całkiem sympatycznie.
Pięknie jest.
Ponieważ wyżej wyciągiem się nie da, wbijamy się na nartostradę i kręcimy w kierunku Małego Skrzycznego.
Kałuże powleczone warstewką lodu. Zdecydowanie idzie zima.
Ciekawe, czy szczyt Babiej jest już biały...
Malinowska Skała całkiem wycięta. Rekompensatą są widoki.
Tabliczka nadal stoi i nie brzmi przekonywująco.
Klasyczny zjazd na Salmopol...
...a potem wpasowujemy się w singielek do Stawów.
Jeszcze tyci pchania i wrócimy na czarny na Horzelicę.
Czarny jak zwykle bardzo przyjemny. Na Horzelicy przez chwilę walczę z demonami i ruszam na zjazd, który ostatnio mnie skotłował.
Z Brennej wersja lite - żółtym na Karkoszczonkę i płytami do Szczyrku, a potem powrót do domu.