Szczyrk na odwrót
Home [<< Pierwsza] [< Poprzednia] [Następna >] [Ostatnia >>]
O poranku wszystkie maszyny w boksach gotowe do jazdy.
Pierwszy dzień rozpoczynamy klasycznie. Krótkie rękawki czas pożegnać...
...zaczęła się jesień i rankiem na wyciągu nie jest już tak wesoło. Odczuwalna temperatura jeszcze trochę niższa z uwagi na wiatr.
Nawet robale grzebią sobie nory, szykując się powoli do zimowego snu.
Okazało się, że piętro wyżej pomieszkuje Michał, który próbował dotrzymać nam kroku w Gorcach. Teraz będzie próbował ponownie.
Ta, no... przestrzeń.
Docieplamy się, bo 0,5h na krzesełku ciut nas wyziębiło i ruszamy obejrzeć masakrę na Baraniej Górze.
Należy się przyzwyczaić do otwartych przestrzeni, bo ten las na Małym Skrzycznym to ostatnia większa grupka drzew.
No może z wyjątkiem Malinowskiej Skały, ale jak widać, chyba już niedługo.
Należałoby też ogłosić konkurs na nową nazwę Zielonego Kopca.
Mimo totalnej rozpierduchy dookoła, humor dopisuje.
Podziwiamy przez chwilę Diablaka wystającego ponad chmury...
...i przemy w kierunku Baraniej.
Tu na razie ciężki sprzęt nie dotarł. Choć akurat ten kawałek jest dość nieprzyjemny do jazdy.
Z większej odległości lepiej widać zniszczenia dokonane przez spółkę Kornik&Lasy Państwowe.
A tutaj "...drzewostan [...] uszkodzony przez owady pozostawiono w celu obserwacji naturalnych procesów przyrody". Czyli jednak można...
Tu też procesy przyrody wypiętrzyły znacznie Magurkę Wiślańską, ale wcale to nam nie przeszkadza.
Jak bym był niższy, mógłbym zagrać Napoleona. Albo jak miałbym wąsy, mógłbym zostać pułkownikiem Custerem.
Więc naprzód!
Rezerwat Baraniej Góry ma dużego pecha. Najpierw wiatr, który zmasakrował Halę Baranią, potem kornik...
...i wreszcie LP. Kurcze, w maju był tu gęsty las! Nie żadne suche kikuty...
Jako optymista, szukam plusów. Na przykład da się jechać w górę. Wcześniej trzeba było pchać lub ostro walczyć.
No i są widoki.
W ostatecznym rozrachunku jednak to masakra...