Szczyrk offroad
Home
Śniadanie jadłem przy pięknej, słonecznej pogodzie. Ale już na wyciągu pogorszyło się. Znacznie. Na górze chmury, wietrzycho i 9C.
Ale dzięki warunkom klimacik był. :)
Plan jest prosty - jak najmniej asfaltu.
Tym razem będzie bez Baraniej.
Skręcam na żółty z Gawlastu...
...i przez Cieńków grzeję do Wisły. Niestety, zielony na samej końcówce już nie działa...
...z powodu tego powodu. Ruch, policja, ochrona... dopiero wieczorem przy grzańcu się wyjaśniło, że pewnie gdzieś tu kręcił się już Małysz, który szykował się do wygrania 1. Mistrzostw Polski na Igielicie.
Uciekam z asfaltu w zielony na Smerekowiec. Pogoda się poprawiła, mój humor wręcz przeciwinie. Na 500 m podprowadzania zgubiłem okulary. Dwukrotnie zjechałem, wprowadzałem i nie znalazłem. Trójkąt Bermudzki? Nie - Zbór Stanowczych Chrześcijan. :/
Jednak coraz lepsza pogoda i coraz ładniejsze widoki pokrywają stratę mgłą zapomnienia. Tylko błoto w oczach w miarę systematycznie przypomina, że czegoś brakuje...
Szybki przelot żółtym na Trzy Kopce, zielonym w dół i, pamiętając o unikaniu asfaltu, zielonym w górę na Stary Groń. Da się jechać, pierwsze kolory jesieni, jest dobrze...
...a potem drogi moje i szlaku się rozeszły... Przedzierałem się strumieniem, potem przedzierałem się chaszczami, potem przejeżdżałem przez strumień, który okazał się głębszy, niż założyłem...
...a potem wylazłem na prawie autostradę.
Jeszcze trochę walki pieszo-rowerowej i Horzelica. Opuszczam siodełko i wio do Brennej.
W Brennej skusiło mnie pieczyste. Trochę za dużo się mi zamówiło i zastanawiałem się, czy nie porzygam się na kolejnym podejściu. Ale dałem radę. :) Z asfaltu szybko w czarny, który okazał się bardzo dobrą alternatywą dla początku zielonego na Błatnią.
Jeszcze tylko klasyka Błatnia-Klimczok i zielonym w dół. Na dobrego grzańca z miodem i Małysza w TV w żulerence...
Generalnie w ten łikend mój rower nie rzucał się w oczy rozmiarem bądź ubłoceniem. Zarówno w garażu, jak i na trasach, gdzie niestety przeważały różne maszynki do mielenia szlaków.
Któryś z podniebnych szybowników nie okazał się orłem...
Hmmm, wygląda, że nie wszyscy mają tak piękną pogodę...
Faktycznie - Bielsko Biała, Żywiec dość skutecznie odcięte od słońca. Trzeba było w góry... :)
Dziś klimat zdecydowanie mniej końcoświatowy.
Zjazd do Salmopola chyba nigdy się mi nie znudzi. :)
Z Salmopola w sumie nowość - żółty spod przełęczy poznałem dopiero na TC. Więc siodełko w dół...
Cały żółty przez Gościejów jest bardzo widokowy.
Więc jechałem powoli, przypominałem sobie ostatni dzień TC...
...i fociłem widoczki.
A dalej to samo, co wczoraj. Czyli zielonym w dół z Trzech Kopców...
Lekko zmodyfikowany zielony na Stary Groń. Dzięki temu 3/4 się podjeżdża i tylko ostatni centymetr na mapie daje trochę w tyłek...
...czarnym na Horzelicę...
...i, jak to było? Aha, siodełko w dół i do Brennej. :) W Brennej asfalcik, żółty na Karkoszczonkę i płytami w dół. Obskrobanie się z błota, obiadek i do domu...
Dzień 1. - 53,7 km, AVS 9,9 km/h, Vmax 56 km/h, 2007 m przewyższeń bez wyciągu. Dzień 2. - 36,1 km, AVS 11,8 km/h, Vmax 56,2 km/h, 1073 m przewyższeń bez wyciągu.