Szyndzielnia nieortodoksyjnie
Home [<< Pierwsza] [< Poprzednia] [Następna >] [Ostatnia >>]
Strona 1 z 2

47,9 km - AVS 11,5 km/h - Vmax 55,8 km/h
43,6 km - AVS 10,2 km/h - Vmax 52,3 km/h

Chłopaki zamarudzili i wymyślili start o 11, mnie pognało wcześniej, zaczynam więc od rozgrzewki na Koziej.
Mam 2 godziny, co przekłada się na kombinowany podjazd, pół Cygana, znów kombinowany podjazd, pół Cygana, Kamieniołom i przerzut pod gondolkę.
Dalej już w pełnym składzie. Żeby nie było za łatwo, zaczynamy od podjazdu, bo plan na łikend to miks gondolkowo-wycieczkowy.
Podjazd wysusza. Albo to te 30C w samo południe.
Na początek Borsuk.
Dziś jestem mistrzem prostej. Przez ostatnie kilka lat tyle razy nie wypadłem z trasy w las, co wypadnę dzisiaj.
Szybki powrót, gondolka i początkowo Dziabar. Okazało się, że to raczej Dzień Prostej, nie tylko ja miałem problemy ze skręcaniem.
Odbijamy w lewo i kierunek Krewna Ścieżka. Podobno fajna.
Początek taki nijaki taki.
Miejscami trudno się dopatrzeć, którędy idzie linia.
A potem sekcja. Nie powiem, kupa roboty włożona w tą rozciągniętą kupę kamieni.
Są nierówne, wredne i wysokie. Jest z czym walczyć. Aha, i jeszcze skręcają.
Wszyscy żyją, więc znów asfalt powrotny.
Towarzystwo zgłodniało, przed ostatnim długim kółkiem prowiantujemy.
W tym kółku gondolka to dopiero skromny początek. Kręcimy dalej aż na Klimczok.
Zbieramy się do kupy, bo przed nami Bebok, którym chłopaki straszą od rana.
Mimo kilku dni bez deszczu błoto trzyma. Warunki nie są idealne - zaczyna się droga krzyżowa.
Stacja pierwsza. Wredny zakręt z korzeniem.
Stacja druga. Pieniek.
Stacja trzecia - agrafki.
Stacja czwarta. Mała ścianka.
Stacja piąta. Powtórka z Krewnej Ścieżki.
Stacja szósta. Ścianka z zakrętem.
Nie powiem, szacun dla twórcy za włożoną pracę. Muszę tam wrócić, bo nie wszystkie stacje zaliczyłem na kole. Może się uda bardziej na sucho.
Niedzielę zaczynamy od innego wyciągu.