Między burzami II
Home
Znowu sam, więc skok tam, gdzie w miarę blisko, choć już nie tak szybko. Poza tym, jeszcze mnie tu nie było w tym roku. Rozgrzewka na Cyganie. Łomot na trasie trochę wzrósł.
Niebo na razie zgodnie z prognozami czyli nijak.
Samojebka na ściance na Kamieniołomie. Tylko ciut nie zgrałem się z 10s wyzwalaczem. A cierpliwość na powtórki skończyła mi się po pierwszej próbie.
Pierwsza burza głupio próbuje mnie zaskoczyć akurat koło fury. Więc na luzie, pod daszkiem, spożywam.
Kolejny podjazd w słońcu, bramka DH+, a kolejna burza już się szykuje.
Łomot na sucho i wraz z pierwszymi kroplami deszczu ładuję się pod parasolki. Znów pudło.
Deszcze się poddają i kolejne przeloty DH+ i Kamieniołom robię całkiem na sucho. Po pięciu kółkach poddaję się ja i spadam do bazy.
W niedzielę zebrałem się sprawnie, by wcześnie zacząć dzień i na wstępie grzęznę w 176-osobowej młodocianej cudzoziemskiej wycieczce. Ponieważ połowa to Japończycy, pewnie będę na setkach zdjęć...
Szybki przelot na Małe Skrzyczne i biorę się za minitest Enduro Trails Szczyrk.
Hip Hopa to całkiem gładki pofalowany chodnik - nie moja bajka, pozostaje więc bramka nr 2.
Otik całkiem OK, naturalna ścieżka, malutkie usypane hopki, trochę większe dropy z pieńków, w dolnej części jary ze ściankami (porównałbym ją może do Borsuka?).
Tyle że kompletnie mokra - cała pokryta warstwą rozjeżdżonego błota. Musi wyschnąć. Choć może to być trudne, bo lokales mówił, że ta okolica jak złapie wodę, to długo trzyma.
Podstawowy problem to jeden wjazd za 23 zł. Jest całodzienny w akceptowalnej cenie, ale ile można latać jedną trasą? Więc dopóki nie przybędzie tras, albo nie wprowadzą np. karnetu na 3 wjazdy w dobrej cenie, to nic tam po mnie. No i jeszcze ta wspinaczka z powrotem do szlaku.
Na szlaku po prostu tłumy. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak było. Mój plan na Baranią i niebieski upada, bo tam pewnie nie da się jechać w ogóle.
Po krótkim legnięciu w trawie i zagonieniu paru komórek do wysiłku, nie udaje mi się wymyślić nic ponad Zielony Kopiec i powrót na Skrzyczne na niebieski.
Za Malinowską Skałą już pusto, więc jedzie się dobrze. Na Kopcu chwila kontemplacji i obracam rower o 180 stopni.
Kamorzasty zjazd z Zielonego Kopca, trochę podjazdów, krótki acz niezły zjazd z Malinowskiej Skały i...
...dawno nie jechany niebieski. Ludzi oczywiście najwięcej tam, gdzie najwęziej, ale pełna kultura: "proszę", "dziękuję", więc poszło bez złych emocji i całkiem sprawnie.
Czerwony do Buczkowic odpuszczam, ale niebieski + ścieżki crossowe na dole równie dobre i puste.
W bazie w garażu sprzętów malutko, ale za to jakie...
Trochę krótszy dzień okazuje się dobrym rozwiązaniem, bo w tym momencie właśnie nadchodzące chmury mogą mi skoczyć.