Dla odmiany Szczyrk
Home

Dzień 1     15,4 km - AVS 13,6 km/h - Vmax 58,0 km/h - 296 m przewyższeń (sama pętla do Reky) MAPAGPS
Dzień 2     48,3 km - AVS 13,1 km/h - Vmax 58,8 km/h - 1009 m przewyższeń MAPAGPS

Zaczynamy od transportu zbiorowego. Początkowo nastroje średnie, bo w Ustroniu szaro, a potem zaczyna padać. Na miejscu jednak jest całkiem sucho.
Poprawiająca się szybko pogoda oraz działający wyciąg wpływają więc na nastroje bardzo korzystnie.
Na rozgrzewkę zielone agrafki.
A potem konkretniej - czarny las.
Jedyny problem, że cześć czarnego lasu zniknęła. Wraz z nią parę fajnych sekcji i hopek. Ale wszystko wskazuje na to, że będą nowe.
Potem testujemy górną część DH...
...i znów agrafki.
I znów czarny las.
W sumie cały czas trzeba się sprężać, bo trochę ludzi w kolejce, wyciąg i zjazd z paroma fotami powodują, że na styk mieścimy się w godzinnym cyklu maszynerii.
Ostatni, piąty podjazd. Teraz już bez pośpiechu.
Najpierw dorzucamy do pieca...
...a potem kręcimy w kierunku nieznanej jeszcze nam trasy - do Reky.
Cóż, trasa bardzo zacna i dość zróżnicowana. Nie ma co więcej pisać - trzeba ją przejechać.
Niestety, wszystko, co dobre, szybko się kończy. Zrzucamy skorupy i wracamy.
Powrót to 10 km z haczykiem. Na szczęście połowa jest z górki. A druga połowa mieszana.
A to jedyny opad, jaki widzieliśmy w ciągu dnia. Z bardzo daleka. Pakowano, powrót do bazy i wieczorna mikroimprezka.
Drugiego dnia miało być Skrzyczne z częściowym wspomaganiem. Ale okazało się, że wspomagania całkiem brak. Wybieramy więc kierunek w drugą stronę.
I powoli wbijamy się na Klimczok.
Tego dnia w planach burze z gradem albo chociaż same burze, ale już od 11. Na razie nie wygląda.
Schronisko odhaczamy minutą posiedzenia na murku i ciągniemy dalej dookoła szczytu Klimczoka.
A potem kierunek Błatnia.
Dawno tędy nie jechałem, a w tą stronę to już w ogóle nie pamiętam kiedy. Bardzo fajny szlak. I w tym kierunku zdecydowanie lepszy.
W schronisku uzupełnienie płynów i naprzód.
Cel - szlak harcerski.
Tacy głupi nie jesteśmy, żeby wbijać się z powrotem na Błatnią. Zamiast tego 10 km całkiem widokowego asfaltowania...
...i gondolka na Szydzielnię.
A skoro do tej pory szło nam sprawnie, nie ograniczamy się do jednego wjazdu, który jest całkiem nieekonomiczny.
Tak więc zestaw Dziabar+Gondola x 2.
Tym razem całkiem bez snejków, ale Dziabar swoje pobrał - 2,5 zęba z korby.
Z pomocą ostatniej gondolki startujemy z powrotem na Klimczok.
A na deser czerwony z Klimczoka.
Poszedł tak dobrze, że zdjęcie tylko z początku...
...i z końca. Na samym trawersie ciekawsza była walka z korzeniami.
Kolejna rozpierducha. Jakiś parking czy inny beton zamiast łąki. Super.
W bazie wymiana wrażeń z elementem pieszym, ablucje i do domu.