Strachy na lachy 2
Home [<< Pierwsza] [< Poprzednia] [Następna >] [Ostatnia >>]
Strona 1 z 2
Ruszamy, całkiem bez wyciągu, niebieskim z centrum Szczyrku w kierunku Górki. Zbyt duże śniadanie i powietrze, które można kroić, zdecydowanie nie ułatwiają wspinaczki.
Skręcamy na czarny i twardo trzymamy się znaczków szlaku, choć GPS pokazuje ciut inną drogę. I ma rację - po chwili pchania dochodzimy do asfaltu, którym byśmy podjechali...
Jeszcze kawałek asfaltem i czarny robi się w całkiem niezły.
Na dodatek oferuje widoki.
Tutaj następuje spora rozbieżność. Na GPS czarny został sporo pod nami, natomiast znaczki dopiero teraz skręcają ostro w dół. Tracić wysokości nie będziemy - według GPS jesteśmy blisko żółtego, który powinien zaraz lecieć łagodnie w dół.
I był. Tyle, że ani w dół, ani łagodnie.
Co więcej, gdy już dowlekliśmy się do drogi, która w miarę pokrywała się z przebiegiem żółtego na GPS i papierowej mapie, żółty nie odpuścił i nadal piął się do góry.
Pocieszamy się chwilę widokami...
...a potem ruszamy pozaszlakowo w kierunku Bystrej Krakowskiej.
Wygląda to na kolejny lajtowy trawers, podobny do tego z pasma Baraniej.
Docieramy do czerwonego, który wreszcie jest taki, jaki powinien: wąski, kręty i w dół.
Po drodze natykamy się na... instalację. Nadal nie wiem - on jest dobry czy zły? Należy mu siadać na głowie, żeby nie wydostał się z bagna?
Po krótkich rozważaniach filozoficznych, grzejemy dalej świetnym czerwonym, przez Równię, do Bielska, przez Cygański Las w prawdziwie słusznym kierunku...
...do gondolki na Szyndzielnię.
Ponieważ ludzi kupa, kręcimy dalej w kierunku Błatniej, omijając Klimczok.
Pamiętam to miejsce jako ponury i wilgotny zakątek. Teraz powoli robi się pustynia.
W pięknych okolicznościach przyrody Tomek testuje na snejku samoprzylepne łatki ParkToola.
Potem trochę się na niego naczekałem, ponieważ łatki nie dały rady i po 100 m zjazdu puściły...
W schronisku na Błatniej coś tam, coś tam i dajemy dalej czerwonym, potem niebieskim i na końcu zielonym wprost na Zebrzydkę.
Krótka wspinaczka zaowocowała krótkim hardcorowym zjazdem...
...i krótkim singielkiem po drugiej stronie Zebrzydki.
Do Brennej turlamy się niespiesznie czarnym rowerowym asfalcikiem.
Po krótkim oprowiantowaniu, atakujemy czarny na Horzelicę.
Niestety, większość pokonujemy z buta, bo pogoda wysysa skutecznie siły, a i szlak średnio nadaje się na podjazd.
Na szczęście z Horzelicy większość już z górki.
Ostatni podjazd...
...i lądujemy na Grabowej na czerwonym szlaku.
Przed Kotarzem skręcamy w prawo i starą indiańską ścieżką spadamy na asfalt do Szczyrku...
...gdzie natychmiastowo przystępujemy do uzupełniania witamin i minerałów.
Dzień drugi rozpoczynam od dwukrotnej walki z tylnym kołem. Prosto z wyciągu łatam mikrodziurkę z dnia poprzedniego, a na pierwszym zjeździe ze Skrzycznego łapię, jak się potem okazało, podwójnego snejka, który zakończył definitywnie żywot mojej dętki.