Powtórka
Home

51,7 km - AVS 10,2 km/h - Vmax 59,6 km/h - 1958 m przewyższeń (400 m wyciąg)) GPS
29,5 km - AVS 9,8 km/h - Vmax 44,5 km/h - 1012 m przewyższeń GPS

Tym razem mamy szansę rozpocząć rano, ale pojawia się zlecenie szybkiego przeglądu sztycy. To, że wszyscy stoją Michałowi nad głową, nie pomaga...
Jakoś jednak się sprężamy, doręcamy do wyciągu i lądujemy na Skrzycznym.
Tydzień temu 7-osobowa ekipa nie złapała gumy przez 2 dni. A teraz klasyka - na pierwszym zjeździe kamora zalicza Stefan.
Tym razem nad Malinowską Skałę nie nadciąga żadna chmura, więc kierunek Barania.
I co? I dubel. Ja zatrzymuję się z flakiem, dojeżdża Michał i u niego też nagle słychać wiatr... Dobrze, że nie pada.
Uparcie ciągniemy na Baranią.
Trochę jazdy, trochę pchania...
...i jeszcze trochę jazdy w ładnych okolicznościach przyrody...
...i zastonkowany szczyt.
Próg na samym końcu czerwonego, który przestał już być groźny.
Dalej klasyka - zupka w schronisku, a potem czerwony przez Stecówkę i gigantyczne tym razem błocko...
...i stary czarny do Wisły.
W Wiśle obiad numer 2. Tak nam się dobrze siedziało, że nie zauważyliśmy, która to już godzina...
Wyciąg w Nowej Osadzie tym razem działał... ale pół godziny temu, bo już 17.30. Pozostaje więc ostre korblowanie, choć tym razem wybraliśmy drogę częściowo w cieniu.
I tak, trochę pchając...
...trochę jadąc...
...docieramy do singla ET i do czerwonego, gdzie tym razem olewamy już indiańską ścieżkę przez Kotarz i żółtym spadamy do bazy.
Plany na niedzielę były różne, ale uwzględniając zmęczenie, czas i zaplanowaną lampę w ciagu dnia, wylądowaliśmy na Koziej.
Podjazd miał być lajtowy, ale nieopatrznie na prowadzenie wystawiliśmy Olę, więc już po 40 minutach wylądowaliśmy na bramce do Cygana.
I jeszcze raz Daglezjowy, Ola i 40 minut.
Tak sobie leżę w cieniu i nie chce mi się wstać...
...no ale nie jesteśmy tu dla przyjemności.
Teoretycznie w planie miał być 3-pak na Szyndzielni. Ale po pobycie w BBarze czas nam się trochę skurczył. Kierownik wymyślił więc pętelkę na upodlenie.
Czyli kółko na Łysą Górę.
Gdyby nie to, że podjazd jest dość upierdliwy...
...to traskę odwiedzalibyśmy częściej, bo zacna. Trochę przypomina czarną w Trincu.
Zjeżdżamy, wracamy, pakujemy się i do domu.