Nie ma łatwo...
Home

22,4 km - AVS 7,9 km/h - Vmax 36,3 km/h - 1202 m przewyższeń
23 km, a potem się rypło.

Sobotni poranek, tuż po 210 minutach w samochodzie, zaczynamy od czegoś dla mnie nowego.
Jak na razie brakuje tam nie tylko oznaczeń, ale przede wszystkim wyciągu. Asfaltujemy więc 350 m w pionie przy 28C i wilgotności 100%.
Na początek łatwo. Czyli Krycha. I dobrze, bo też najniżej.
Liczba fot minimalna, bo ani warunki, ani czas.
I szykowanie się do kolejnych 350 w pionie.
Tym razem TW Wilkowice.
Nowych linii mnóstwo, ale mylimy się tylko raz.
Za to fot ze 3 razy więcej.
I kółko numer 3 - najdłuższy podjazd, ale za to najkrótsza trasa - Boxer 2. I nie mamy więcej siły...
Niedziela stała pod znakiem zapytania. Burza przez pół nocy, prognozy burzowe na cały dzień. Ale spora ekipa żądna wrażeń, więc jedziemy.
Wciąż fakap z wyciągiem, ale podobno góra chodzi. Więc na początek 400 w pionie.
Rosówka.
Lekko zmachane birds on the wire.
I jest! Się kręci. Nawet to, że akurat stanął i czekamy 15 minut nie psuje radości.
Tak duża grupa i na pierwszym zjeździe ze Skrzycznego żadnego kapcia. Szczęście nam sprzyja.
Pierwszy raz w tych okolicach, więc bez foty się nie da. I zaraz potem zmieniamy plany. Miała być Barania, ale z południa walą ciemne chmury.
Czyli kierunek Salmopol.
Ostatnie metry już w lekkim deszczu. Dekujemy się po parasolami, przyjmujemy płyny i inne i czekamy.
Tak jakby przestało padać. Dyskusje nad lekką modyfikacją planu 'Czerwonym na Karkoszczonkę'.
Modyfikacja przyjęta i robimy zjeździk żółtym szlakiem w kierunku Gościejowa...
...a potem skręcamy na podjazd singlem ET. I na nim szczęście przestaje sprzyjać. W połowie dochodzi nas burza i na czerwonym szlaku lądujemy już kompletnie mokrzy. Ale jest ciepło, więc zapada decyzja o indiańskiej ścieżce spod Kotarza.
No i tu wtopa. Na 500 m odcinku udaje nam się zgubić jednego rajdera. Czekamy na niego 15 min. na odbiciu, ale gdy dookoła zaczynają walić pioruny, sprowadzam wycieczkę do indiańskiej ścieżki i wypycham z powrotem po agenta.
Zasięgu brak, tylko poczciwe B2710 działają bezproblemowo, a to jedyne miejsce, gdzie w ulewie można dostać się do plecaka. Docieram prawie do baru na Kotarzu, gdy udaje się nawiązać łączność z gościem siedzącym sobie w Brennej. Wracam indiańskim strumieniem, a nie ścieżką, docieram do bazy, gdzie chłopaki, już właściwie w słońcu, szykują furę ratunkową. Koniec. PS. Gravity Dropper się zatarł w burzy i wymagał 20 min. przeglądu...