Czerwcowa mieszanka
Home [<< Pierwsza] [< Poprzednia] [Następna >] [Ostatnia >>]
Strona 3 z 3
Tym razem ALP przyłożył łapę do samego początku szlaku - takiego burdelu dawno nie widziałem. I to my, kurde, niszczymy ściółkę.
Ale poza tym początkiem, dalej jest już dobrze. Nawet te krótkie rozwalone fragmenty w środku szlaku lekko zdziczały.
Ze 2-3 wiatrołomy w górnej części. Potem czysto do samego dołu.
Końcówka świetnego w większości singla i tzw. kałuża Sajdaka. Należy omijać ją z daleka. Pakujemy bryki i na piwo.
Dzień 4. Dzień w wersji skróconej. Pozostała część ekipy już prosto do domów, a my postanawiamy w przelocie zaliczyć jeszcze Straconkę, bo aż tak się nam nie spieszy i jeszcze nas tu nie było.
Magda początkowo nie wykazuje chęci do współpracy...
...ale Pingwiny potrafią się dogadać, więc jedziemy.
Na pierwszy strzał będzie Druid. Ale najpierw sporo kręcenia, na szczęście nie tak upierdliwego jak na Magurce.
Jak już przejechać, to od samej góry, więc to jeszcze nie koniec.
Na Gaikach całkiem klimatycznie.
Najważniejsze, że nie ma słońca, bo po wczorajszej wycieczce oba Pingwiny są nastawione antysłonecznie.
A wiec Druid.
Góra okazuje się dość mokra, ale od przecięcia z podjazdem już o wiele lepiej.
Ostatnia sekcja Druida to już wyższa szkoła jazdy. Najpierw prawie trialowy początek, który może za 5. razem uda się przejechać czysto...
...a potem ścianki.
Ponieważ Magda już stanowczo odmawia dalszego kręcenia, wykonujemy magiczną sztuczkę...
...i dość sprawnie zdobywamy Przegibek, skąd przypuszczamy atak na Hopbita.
Hopbit również okazuje się świetny, choć inny niż Druid. Nawet nie ma za bardzo kiedy robić zdjęć.
Z Małej Straconki wybieramy powrót krótszy choć stromszy, a nawet nie do końca właściwy, ale udaje się przedostać do asfaltu, do samochodów i do domu.
Z przerwą na kotlecika... Do następnego.