Czerwcowa mieszanka
Home [<< Pierwsza] [< Poprzednia] [Następna >] [Ostatnia >>]
Strona 1 z 3

Dzień 1     20,9 km - AVS 11,9 km/h - Vmax 57,0 km/h - 362 m przewyższeń GPS
Dzień 2     45,6 km - AVS 12,5 km/h - Vmax 50,1 km/h
Dzień 3     28,0 km - AVS 7,5 km/h - Vmax 42,8 km/h - 1174 m przewyższeń GPS
Dzień 4     15,9 km - AVS 7,8 km/h - Vmax 48,0 km/h - 660 m przewyższeń GPS

Dzień 1. Ląduję w Szczyrku rano w czwartek i jest to błąd. Myślałem, że wszyscy już będą czekać, ale ekipa trochę popłynęła na środowo-wieczornym powitaniu i to ja czekam, zanim wszyscy wykażą gotowość rowerową.
Na szczycie lądujemy o 11.30, co, biorąc pod uwagę prognozy i ambitne plany, nie wróży dobrze. Ale jakoś zmartwieni nie są.
Klasyczny widoczek trochę popsuty przez nową stację słowackiego krzesełka.
Ekipa zgodnie wskazuje kierunek jazdy olewający ten kompleks.
Trochę tru enduro czyli wypych.
Skręcamy na Salmopol i omijamy górę Malinów odkrytym niedawno przez Stefana singielkiem.
Singielek naprawdę zacny, aczkolwiek nie do końca...
Niewiadomojak ani niewiadomodlaczego rozwalam na nim oponę. Może miało jakiś wpływ moje januszowanie i jeżdżenie na rozciętej i poklejonej w Finale gumie? Bo właśnie tam walnęło tak, że sznurki nie pomagały...
Na szczęście w domu podświadomość kazała wrzucić nową oponę do samochodu, a foliówkę na upieprzoną w mleku wkładkę do plecaka. Więc wkurza mnie tylko turlanie się szutrem na wkładce do Salmopola.
Kręcimy dalej czerwonym przez Kotarz...
...Hyrcę...
...aż pod Beskidek, gdzie zaczyna się sprawdzać pogodynka.
Czerwony trawers już w deszczu.
Burza mózgów na Karkoszczonce. Niby przestało padać, ale początkowy plan Klimczok-Bebok-gondolka-RnR-DH+-XC do Szczyrku kłóci się mocno z zapowiedziami kolejnych opadów.
Więc powrót w jedyne słuszne miejsce. Jak widać po ziemi i jak zobaczymy później po reszcie ekipy, która męczyła familijnie HipHopę i wróciła w postaci mokrych kup błota, była to ze wszech miar słuszna decyzja.
Dzień 2. Dzisiaj wyciągowo, choć w planach trasy trochę wycieczkowe. Na parkingu słońce.
Na górze już gorzej. Ale podobno niedługo ma być lepiej. Zapada decyzja, że na rozgrzewkę Borsuk.
Warunki na dojazdówce nie wróżą dobrze ścieżkom, kamieniom, korzeniom i pośrednio nam.
Dozbrajamy się i jazda.
Wilgotno, ale o dziwo wcale nie ślisko. A może to tylko moja nowa opona? W każdym razie mi jedzie się świetnie, a i reszta nie narzeka.
Dół Borsuka lekko zmieniony. Bardzo na plus.
Szybki powrót, wyciąg i tym razem coś bez pedałowania powrotnego czyli set Dziabar+Gondolka.
I tu dopiero jest bagno. Nawet nie to, że ślisko, ale opony wyrywają pióropusze błota, które wpada wszędzie.
Wyciąg po raz trzeci i pogoda zaczyna się stabilizować.
Teraz znów jakiś dzikus spoza Dębowca, zatem bez Dziabara się nie obejdzie.
Odszukujemy ku pamięci początek Kołtuna, ale będziemy go testować bardziej na sucho.
A potem Pingwin namawia na Salamandrę. Pierwsza połowa jakoś nie przypada nam do gustu, może na sucho byłoby lepiej, bo teraz jakoś brak flow, więc leci trochę hejtu.