Lampa, lampa
Home
Pingwina udało się wyciągnąć na sobotni wyjazd ranny, dzięki czemu droga na Javorowy poszła sprawnie. Ale za to hejt zaczął się już w samochodzie. Trochę pomogło to, że fuksem trafiliśmy na wolne miejsce na górnym parkingu.
Rozgrzewka zielonymi agrafkami była częściowo piesza, bo górny odcinek jest w większości zawalony. Są linie ścinające agrafki, ale nie wszędzie.
Dopiero od pierwszej drogi da się jechać.
Porzucamy więc agrafki i do Lasu. Rowerzystów praktycznie brak, ale za to fruwających całe mrowie. Co jest dobre, bo kolejka szybko idzie.
Sucho. Tak sucho, że wręcz ślisko. Ale Czarny Las zacny.
Bez kofoli nie ma jeżdżenia.
Zgodnie z planem, ostatnia jazda to Řeka. Najpierw dojazdóweczka...
...a potem, po 10 minutach szukania, odnajdujemy Řeka intro, dzięki któremu omijamy początkowy zjazd drogą. Warto przedrzeć się przez turystyczny zakątek kupy.
Řeka właściwa.
Na samym końcu zmiana.
Niedzielę rozpoczynamy również od wyciągu, ale w planie wycieczka. Klasyczna, jednak w tym roku po raz pierwszy.
Widoczność jest świetna, nie pamiętam, kiedy tak było ostatnio.
Jest gorąco, zjazd prosty, więc co będę się męczył w ochraniaczach... Na dzień dobry zyskuję więc solidny szlif po 2 glebach na 50 metrach na to samo kolano. Teraz będzie trudno założyć ochraniacze...
Nasz cel - niebieski. Zaczyna się od hejtu, bo przez to, że dłużej walczę z założeniem ochraniacza, Pingwin za bardzo się przygląda ściance i... tym razem ona go pokonuje.
Jednak później jest lepiej - przejeżdżamy właściwie wszystko na niebieskim oprócz progów na strumieniu pod koniec.
Na wylampionym szutrze powrotnym znów zaczyna się hejt. Powinienem się domyślić, że Pingwiny nie są miłośnikami słońca...
Tajemnicze starożytne kręgi na żółtym. Tu w planie mieliśmy skręcić w góry...
...ale z powodu pięknej pogody, Pingwin odmawia wszelkich atrakcji i kręcimy XC aż na Salmopol.
A przecież jest tak miło...
Uzupełniamy płyny i klasyczny powrót - czerwonym pod Kotarz...
...indiańska ścieżka i do domu. W połowie lipca tam mają otworzyć jakieś rowerowe ścieżki. Ciekawe, czy będzie to coś wartego odwiedzin...