Jarosław Kret to je bałamut...
Home [<< Pierwsza] [< Poprzednia] [Następna >] [Ostatnia >>]
Strona 1 z 2
Choć chłopaki dojechali dopiero o 2 w nocy, a Jacek bardzo młodym ojcem jest, udało mi się w miarę wcześnie zagonić całą bandę do rowerów. A że nie byliśmy jedynymi rowerowcami, podwórko się zapełniło.
Energii jednak nie starczyło na długo i wciąż musiałem wymuszać na nich pozycję wertykalną.
Nim wreszcie na dobre wyprowadziliśmy maszyny z garażu, cięższy odłam bikerów zdążył już zaliczyć pucharówkę.
Wszystkie prognozy RTV zapowiadały piękną sobotę. Jednak już na wyciągu widać było, że tak pięknie nie będzie.
Nie wiem... Pełne skupienie przed jazdą, czy kwadransik drzemki...
No i jedziemy. Na Karkoszczonkę, tylko tak dookoła.
Odcinek Skrzyczne-Malinowska Skała i dalej zjazd w kierunku Salmopola chyba nigdy mi się nie znudzi. Jak już napisałem kilka razy...
Jedynymi minusem jest Góra Malinów. Dzięki wspomaganiu...
...Łukasz dociera najdalej, ale ponieważ nikomu nie chce się za nim biegać, też zaraz odpuszcza.
A z góry już tylko piękny zjazd na Salmopol.
Uzupełnianie płynów i gadanie o dupie Maryni.
Potem świetny żółty na Gościejów w dół...
...w górę...
...po płaskim...
...i trochę pchania, bo decydujemy się na zjazd do Wisły zielonym ze Smerekowca, więc wracamy 'skrótem'.
I znów ze zjazdu zdjęć nie będzie, bo jakoś nie mam serca zwalniać.
Do Wisły dojeżdżamy równo z pierwszymi kroplami deszczu.
Siedzimy kilkanaście minut, śmiejemy się z Glajderowego Blura, który ma mostek na wysokości korony mojego Bombera i jak tylko przestaje kropić, ruszamy dalej. Niestety niezbyt daleko - 1 km dalej zalegamy na przystanku autobusowym i znów przeczekujemy opad.
Kolejna przerwa i kolejne kilkaset metrów...
...gdzie zalegamy na dłużej. Uczymy się rozkładu jazdy, robimy rewolucję na kierownicy Glidera i spotykamy dwóch dziadków Czechów/Słowaków, którzy również nabrali się na piękne słowa pogodynki w TVP1 i ruszyli na słoneczny spacer w polskie góry. Na koniec rzucili: 'Jarosław Kret to je bałamut'. :)
Po jakichś 40 minutach udaje mi się wygonić towarzystwo spod daszku i w drobnym kapuśniaczku zdobywamy Szarculę.
Normalnie włam na prezydencki teren...
Na Stecówce zalegamy na żurek. Całkiem niechcący udaje mi się na jednej focie uwiecznić całą naszą watahę...
Jest całkiem nieźle - pojawiają się przebłyski słońca, las zaczyna parować...
...a nieciekawe chmury mamy już za plecami.
W prawiesłońcu i wilgotności 100% ruszamy czerwonym na Przysłop. Zza lasu dochodzą nas tajemnicze pomruki.
Sugestywne przypomnienie potęgi pogody. Strzępki drzewa były rozrzucone na całkiem sporym obszarze.
Kwesta pomruków się wyjaśniła. Skoro chcemy zaatakować Baranią, to burza już na nas tam czeka...
Kolejne kilkadziesiąt minut na dupach w schronisku. Optymizm wręcz z nas promieniuje.
Z uwagi na późną godzinę i niepewne warunki plan zdobycia Baraniej wziął w łeb.
Wpasowujemu się w trawers Baraniej i jak jacyś XC-owcy walimy szutrami w kierunku bazy. Po jakimś czasie przestaje nawet kropić...
A tak teraz wygląda żółty szlak na Cienków kilometr od Gawlastu. Czyli pewnie niżej też. A 3 lata temu było jakoś tak: http://solar.blurp.org/szczyrk_0908/imagepages/image6.html. Po prostu, qrwa, nie rozumiem, czemu to ma służyć...
Paskudna szrama ciągnąca się ładnych parę kilometrów.
Zdołowani pogodą i w ogóle, odpuszczamy też powrót przez Skrzyczne...
...i korzystając z tego, że trawers Baraniej został pociągnięty już do końca...