Szczyrk short version
Home [<< Pierwsza] [< Poprzednia] [Następna >] [Ostatnia >>]
Jak zwykle wyciąg zatrzymał się nam przed nosem, więc siedzimy grzecznie na ławeczce i grzejemy się w strzępkach słońca.
Jak widać, słońce operuje mocno punktowo. A bez niego temperatura waha się w okolicach 10C. Nigdy tu nie byłem w tak arktycznych warunkach. :)
Masakra 1. Tak wygląda obecnie szlak od Małego Skrzycznego. Trochę deszczu i będzie nie do pokonania...
Masakra 2. Byłem w takim szoku, że zatrzymałem się za późno - tam po prawej, gdzie jasno, rok temu był las! Gigantyczna wycinka, również przy samym wyciągu.
Im dalej, tym gorzej... Ale pod Malinowską Skałę chyba nie podjechali?
Nie podjechali. Za Malinowską szlak już po staremu.
Na razie jest jakoś tak, że słońce świeci tam, gdzie nas nie ma.
Jedziemy i jedziemy, a jakoś za nami niewiele.
Coraz więcej dymu...
Normalnie krajobraz po bitwie czyli mocno już oczyszczona Hala Barania.
Na Baraniej żywej duszy, z wyjątkiem Prosiaczka z kijkiem w d... Czyżbyśmy komuś przerwali posiłek?
Do znudzenia widok na Skrzyczne. Z Baraniej.
Mijamy Przysłop i wskakujemy na czerwony. Został wysypany kamieniami prawie do Stecówki. Ciekawie się po nich jedzie - nie powiem, że źle. :)
Walczymy.
Z Szarculi postanawiamy zjechać żółtym do Wisły. Na samym początku most. W lesie. Ciekawe, co będzie jeździć górą?
Całkiem przyjemny szlak, na pewno lepszy niż asfalty. Pod koniec płyty mają taki spadek, że trudno pohamować rowery. :)
Deptak w Wiśle i znana mi knajpka z ładną i sympatyczną góralską barmanką. :) Super naleśniki (i grzaniec zimą).
Żółty z Wisły jest początkowo nieprzejezdny. Do asfaltu pchanie. Lepiej wjeżdżać od razu zygzakami spod mostu. A potem masakryczny asfaltowo-płytowy podjazd. Ale przynajmniej miasto zostaje szybko w dole...
Zielony Kopiec zdobyty po raz setny. :) Więc nie zatrzymujemy się i w dół, do Brennej.
Na zielonym wskakujemy na trasę maratonu...