Repeta
Home

25,7 km - AVS 8,5 km/h - Vmax 47,3 km/h - 1282 m przewyższeń
34,5 km zjazdu - AVS 13,7 km/h - Vmax 54,5 km/h

Decyzja, że jedziemy zapada w piątek, a decyzja, gdzie, zapada dopiero w samochodzie na wylocie z Łodzi. Jazdę właściwą zaczynamy z przytupem, przy akompaniamencie zespołu ludowego. Potem będą biegać do góry, strzelać do Szwedów z armaty i śpiewać Bogurodzicę.
Podjazd pominę milczeniem, bo ciężki on zawsze z rana po paru godzinach w samochodzie. Na rozgrzewkę TW.
Oczywiście na podjeździe była lampa, aby potem, w lesie, słońce się chowało. Tak było właściwie na każdej pętli.
A miał zamleczyć. Mówi o tym od roku.
Pętla druga (jak już wspominałem, podjazdy w słońcu).
Tym razem Boxer 3.
Odwracam się, strzelam fotę, a tu niby koleżka z ekipy wcwaniakował się przelotem na zdjęcie.
Znów Boxer 3, ale nie do końca.
Skręcamy na otwartą Czarownicę. Całkiem inna trasa, niby mniej techniczna, ale Marcina sponiewierała. Przez chwilę myślimy o czwartej pętli, ale zwycięża zdrowy rozsądek i zimne piwo.
W niedzielę powtarzam Trinec, tym razem zdecydowanie na sucho. I tu też wpadamy na imprezę - o 9.40 znajdujemy chyba ostatnie wolne miejsce na parkingu zawalonym kolejnymi biegaczami pod górę.
My kulturalnie, jak biali ludzie, nie wbiegamy. Na rozgrzewkę klasycznie agrafki, nawet nie ma czasu na foty...
...a potem zaczynamy ćwiczyć czarny las. Tak ze 3 razy.
I znów klasycznie piątek kółko do zjazd do Reky. Marcin dokarmia Stefana, za którym potem na dole z trudem nadążymy.
Asfalcik, pakowanko i do domu.