Minimajówka
Home

33,8 km - AVS 10,8 km/h - Vmax 51,8 km/h - 953 m przewyższeń GPS
32,6 km zjazdu - AVS 12,0 km/h - Vmax 55,0 km/h

Na majówkę dobijam, gdy całe towarzystwo już się najeździło i rozjechało. Został Łukasz i niewykorzystany jeszcze niebieski z Baraniej. Więc ciągniemy klasykiem.
To nie była guma. To było coś, co nie pamiętam, co było.
Pchanko na Zielony Kopiec musi zostać odbyte.
Podobnie jak kawałki pod Baranią. Jest gorąco, masakrycznie sucho i ślisko od pyłu. Po prostu ciepłe kraje, nie to co Finale Ligure.
Na niebieskim na wstępie atak na ściankę. Tym razem środkiem, bez żadnych chickenlinów. Finale jednak się przydało. I nowy rower jakoś łatwiej jeździ w dół.
Początek niebieskiego, póki szeroko, jeszcze jakoś przeleciał flowem - dało się lecieć z daleka od ludzi po trudniejszych liniach, które omijali. Ale w środkowej części po prostu blokada - ludziska walili ciągiem i trzeba było czekać.
Chwila przerwy w korowodzie turystów i próba ataku na jedną z nieprzyjaznych sekcji. Nieudana.
Zjeżdżamy do przeciwpożarówki i wracamy żółtym na Gawlasi.
Tym razem z Zielonego Kopca w dół.
Idzie jakoś łatwiej niż w górę.
Salmopol, Cola, żółty w dół, singiel ET w górę, Kotarz i indiańska ścieżka do bazy.
Kolejny dzień całkiem inny. W ogóle Javorovy Vrch całkiem inny niż zawsze. Jakiś taki pusty, zimny i kapiący.
Na rozgrzewkę zielone agrafki. Wbrew pozorom jest całkiem sucho z wyjątkiem niektórych całkiem mokrych korzeni, których w drugim przelocie nie docenia Łukasz na niekorzyść kolana.
Jak pisałem, Javorovy całkiem pusty. Trzy razy lanovka odpala tylko dla nas.
Po 2 przelotach agrafkach bierzemy się za ambitniejszą trasę - czarny las, który już nie jest ani czarny, ani nawet nie jest lasem.
Trasa jest sporo przebudowana, wyczyszczona, bo zwalonych drzew multum. Ciut łatwiejsza niż w zeszłym roku, z większym flow.
Ale za to jak już są hopy, to wywalone w kosmos. Zdecydowanie dla prosów. Ogólnie trasa jest obecnie świetna. Objeżdżamy ją 2x...
...a na deser kręcimy do Reky.
Do Reky też poprawiona, wszystkie hopy ze 2x wyższe niż rok temu, ale objazdy są. Zjeżdżamy, powoli asfaltujemy, bo kolano Łukasza przestaje powoli działać i niestety w sobotę kończymy z tego względu rowerowanie.