Klasyczne klasyki
Home

Dzień 1     47,3 km - AVS 11,7 km/h - Vmax 56,8 km/h - 1298 m przewyższeń GPS
Dzień 2     47,2 km - AVS 11 km/h - Vmax 51 km/h - 1392 m przewyższeń GPS

Przy śniadaniu, przez okno,  wszystko wyglądało super, ale w rzeczywistości wiało tak, że bujało krzesełkami. No i temperatura niewiele powyżej 10C. Tego nie było w planie.
Zjazdy po odkrytym pod wiatr wyciskały oczy przez uszy. A drzew coraz mniej. Pewnie już wszyscy zainteresowani wiedzą - to ogołocony wpych na Malinowską Skałę.
Na szczęście dalej szlak jest już osłonięty, więc szybko robi się ciepło.
Naprawdę świetne warunki jezdne - kamory nie są zapiaszczone i sucho. Więc 2/3 na Zielony Kopiec daje się zrobić w siodle.
Z tej perspektywy zjazd z Malinowskiej Skały wygląda dość hardcorowo.
Podjazd na Magurkę też w siodle w 90%. Jakoś łatwo idzie nam dziś podjeżdżanie.
Mamo, co to? Czarne jagody. A dlaczego są czerwone? Bo są jeszcze zielone...
Tuż przed Baranią zaczęło kapuśniaczyć. A gdy jeszcze doszedł wiatr w pysk na podjeździe, zrobiło się przez chwilę mocno nieciekawie. Jednak na szczycie ostało się jeszcze parę drzew, które chroniły od wiatru. O włażeniu na wieżę nawet nie myśleliśmy.
Tak kończy się zostawianie zbyt długich końcówek przy przerzutce...
A tak kończy się niedocenianie małych beleczek na zjeździe z Baraniej. Bilans: obity piszczel, sznyty i skrzywiona kiera. Doraźnie da się jedynie wyprostować kierę.
Potem błotnisty czerwony Stecówka-Szarcula i asfalt na Kubalonkę, gdzie przyłącza się do nas dwóch rajderów z Wawy.
Dla zmyłki pokazujemy im najpierw fajny krótki zjazd czarnym do Wisły...
...a zaraz potem długi...
...naprawdę długi wpych na Czupel...
...krótki (no może nie aż tak krótki) zjazd ze Smerekowca...
...i znów wpych na Salmopol. Nie wiem, czy tego się spodziewali. W każdym razie na piwo wieczorem z nami poszli.
Niedziela zapowiada się znacznie lepiej. Co prawda cały czas trochę wieje, ale dziś wiatr jest zalecany, bo słońce daje w palnik od rana.
Początek identyczny jak wczoraj.
Łysa Malinowska Skała...
...Magurka, a później Barania.
Tyle, że dziś jaśniej. I znacznie cieplej.
Pierwszy odcinek specjalny dzisiejszej wycieczki - niebieski z Baraniej. Szkodal, że nadal nieuprzątnięte drzewa. I że wciąż są miejsca, które nas spieszają.
Asfaltami i szutrami wbijamy się na trawers Baraniej i lecimy na Salmopol.
Czerwonym i czarnym osiągamy Horzelicę i drugi odcinek specjalny - zjazd do Brennej.
Minusem jest to, że trzeba wrócić - 75 minut podjazdu na Kotarz. Na szczęście na deser pozostaje nam jeszcze zjazd tajną ścieżką. Obiad, pakowanko i do domu.