Szarobura majówa
Home

Dzień 1     43,1 km - AVS ?? km/h - Vmax ?? km/h - 1319 m przewyższeń MAPAGPS
Dzień 2     42,8 km - AVS 9 km/h - Vmax 49 km/h - 1516 m przewyższeń MAPAGPS

Początek mokry - mi cieknie ustnik, Łukasz swojemu urywa główkę. Opanowujemy sytuację i ponawiamy start.
Zwiad pieszy na skrócie terenowym wykazał wcześniej szykany, więc zaskoczeni nie jesteśmy. Za to będziemy mieć 100 m zjazdu!
Wilgotna łąka ssie. Ale i tak mniej niż asfalt.
Trochę asfaltem, trochę terenem, ciągniemy w kierunku Szczelińca. Jest szaro, wilgotno i nie za ciepło.
Puszczamy się przez kolejną ssącą łąkę, po czym wracamy, bo szlak (całkiem udany korzonkowy singiel) myli nas i ucieka w lewo w las.
Po północnej stronie Szczelińca wreszcie kawałek zjazdu.
Jesteśmy tak złaknieni, że wpychamy się z powrotem...
...i jeszcze raz w dół. Zabawy na całe 15 sekund.
Ponieważ sugerowana trasa wiedzie jakoś równolegle do poziomic, wybieramy szlak żółty, który poziomice przecina pod kątem prostym. I zaczyna się prawdziwa zabawa.
Wszystkiego chyba nie dałoby się zjechać nawet na sucho, ale zjazd bardzo zacny.
Końcówka szybka, z hopami i gałęziami poukrywanymi w liściach. A potem zaczynamy mozolny powrót asfaltem aż pod Czarną Kopę, z przerwą na coś ciepłego w Karłowie, bo 9C i wiatr mocno dały w kość.
Zamiast asfaltu na Lelkową Górę wybieramy niebieski w terenie. Całkiem udany, choć do góry i w jesiennych klimatach.
Na deser został nam czerwony...
...który okazał się bardzo miłym zakończeniem dnia.
Kolejny trip - Broumovske Steny i fragment trasy maratonu Rallye Sudety. Idziemy na łatwiznę, oszczędzając 13 km asfaltowania do Karłowa.
Jednak 13 km dalej i 300 m wyżej pogoda jest całkiem inna. 7C, chmurska, kałuże i generalnie kaszana.
Zachodnia część naszej wersji trasy to takie typowe XC. Z wyjątkiem skrótu niebieskim, reszta jest dość monotonna.
Mylimy drogę i wbijamy się w Wąwóz Kowala.
Jazda w górę była ciężka, ale za to zjazd, gdy zawróciliśmy, zrekompensował pomyłkę. Wracamy na trasę maratonu i jedziemy na Gwiazdę.
Pieszy zwiad czerwonego w kierunku Krinic - schodowe agrafki. Do zjechania.
Trzymamy się jednak trasy, która najpierw serwuje nam niezły zjazd...
...a potem niezły singiel. Robi się późno i zimno. Zaczynamy żałować, że nie zdecydowaliśmy się na czerwony z Gwiazdy granią. Mimo wielu skał zaznaczonych na mapie.
Próbujemy niebieskim przebić się znów do Gwiazdy, zawracamy na trasę, odrabiamy wysokość nużącym podjazdem, trafiamy jeszcze na dwa niezłe, choć krótkie zjazdy i wreszcie w Suchym Dule wbijamy się na asfalt i wracamy, olewając trasę.
Ostatnie podejście, pakowanie i powrót na gorący obiad, bo temperatura spadła do wilgotnych 6C.
Nie wiedzieć czemu, 40 km zajęło nam 7 godzin. Odbiór trasy bardzo popsuła pogoda i nawalający damper, ale podsumowując - dość długie przeloty i kilka krótkich, naprawdę ostrych zjazdów, więc ani XC, ani enduro.