Polsko-Czesko
Home

Dzień 1     33,1 km - AVS 11,1 km/h - Vmax 43,0 km/h - 1765 m przewyższeń (640 m tarpany)
Dzień 2     41,1 km - AVS 10,6 km/h - Vmax 39,4 km/h - 1355 m przewyższeń

Po 3 tygodniach deszczu wreszcie odpuściło, trzeba więc korzystać. Zebrała się całkiem spora ekipa: 5 - 1 asfaltówka + 1 DH->endurowiec.
Zaczynamy zdobywać srebrne trasy klasycznie, dla rozgrzewki i rozruszania.
Słońce, kolorowo, zero wiatru według ICM. I to ostatnie trochę się nie zgadza.
Na rozgrzewkę będzie A. I to chwilowa przerwa w transmisji, bo aparat miał dość paroletniego telepania i odmówił współpracy.
Zjeżdżamy A, testujemy nową podjazdówkę, zjeżdżamy B i chwila odpoczynku, gdy Grzesiek łapie gumę z przodu prawie na płaskim. Odpoczynek jest wskazany, bo 2 zawodników + kierownik włączają tryb [Race On]. Dodatkowo, za pomocą patyczka, zmuszam aparat do działania.
No to znów w górę, tym razem starym podjazdem terenowym...
...i szykujemy się na C1+C.
Skoro aparat załapał, nadrabiam z fotami w akcji.
A to jeden z powodów, dla którego kręciliśmy pod górę, mimo tego, że Grzesiek miał karnecik do wyjeżdżenia - ze 40 minut stania w kolejce. I leniwa młodzież stała...
Późnym popołudniem postanowiliśmy dać szansę kolejce się wystać, dokując w Pycha Szprycha. Instytucja ta to jakaś katastrofa logistyczno-organizacyjna, ale po 3 piwach i 2 hamburgerach na 5 osób dopinamy swego. Dwa wwozy, C oraz A i koniec.
Niedzielny, raczej rześki poranek łapie nas w czasie przeprowadzki.
Ostatnie fotki, pogonienie jakiegoś skradającego się Ponurego Garbusa starą dętką i opuszczamy Srebrną Górę, a nawet Polskę.
Rychleby vítejte.
Dziś grupa jeszcze większa, bo dołącza do nas małżonka Grześka. Ale bardzo rzadko ją widujemy, bo to XC maratonka. Więc na podjazdach znika nam z przodu, na zjazdach z tyłu.
Tu nie ma tarpanów ani kolejek do tarpanów, więc kwestia podjeżdżania jest bezdyskusyjna.
Na rozgrzewkę SF.
Lekkim skrótem kręcimy następne kółko. I wtedy Grzesiek mówi: Coś wam pokażę...
Ale najpierw trzeba oczywiście podjechać.
I pokazał nam nową twarz Rychleb. Spodobała nam się tak, że po wątpliwej jakości paśniku i niewątpliwej jakości piwie w Centrum, atakujemy w okrojonym składzie raz jeszcze.
Trzeci podjazd z samego dołu trochę daje w kość.
Krótka sesja...
...i spadamy do busa i do Polski.