Ciężki rozruch
Home
Moje bardzo późne rozpoczęcie sezonu, które i tak prawie nie doszło do skutku z powodu dwumiesięcznego homeoffice/zostańwdomu/rozleniwienia* (*brak niepotrzebnego do skreślenia). Żeby szok rozruchowy był mniejszy, zaczynamy ze wspomaganiem, bo mimo wszystko się da.
Przyjmujemy porządek alfabetyczny, aby sprawdzić wszystkie srebrnogórskie nowości. No to A - jeszcze wiecej zawijasów, jeszcze gładziej, generalnie coraz gorzej.
B - zmieniona druga połowa na odcinku "pieca prosto jak strzała". Lekkie zawijasy, więcej hop, stolików (zdjęcie przykładowe, nie ukazuje rzeczywistego produktu). Tu na plus.
C - prawie bez zmian - zarejestrowaliśmy tylko przemianę jednego dropa na stolik.
Ponieważ dla nas alfabet w Srebrnej kończy się na C, zaczynamy powtórki z łącznikami. Tempo raczej słuszne, mało czasu na zdjęcia, bo bus czeka.
Żeby było ciekawiej, Artur, członek naszej "grupy tarpanowej", okazał się niedoszłym członkiem naszej grupy Finale, która w świecie równoległym bez Covid-19 właśnie upala hamulce we Włoszech.
To chyba królowa hop SG. Bez pieca słabo.
Po 4h wynajmu shuttla i obracania w słusznym tempie mamy dosyć. Całkiem niecovidowe piwko, pizza i przemieszczamy się na metę w celu dalszej nieograniczonej odległością konsumpcji.
Pingwiny, jako fachowcy od jednogarnkowców, przystępują do działania, ja ograniczam się do zapewniania dostawy piwa.
Spożywamy i kulturalnie, z kurami, lulu.
Niedzielę rozpoczynamy od przerzucenia się bliżej domu na konkretniejsze trasy. Niestety już bez wspomagania w górę.
Na rozgrzewkę i wypalenie wczorajszego Tajemny.
A potem Świerkowa.
I wreszcie Ślęża. Ludzi ilość niepoliczalna, grile, piwko, żarcie z okienka. Normalnie świat bez wirusa.
Zaczynamy łomot niebieską Drogą Piotra. Pierwsza dla mnie nieprzejeżdżalna przeszkoda, drzewo na schodach, zostało usunięte.
Jest co robić.
Została tylko do opatentowania skała z wąskim mykiem bocznym, przed którą Pingwin właśnie zaczyna hamować.
Nikt nie zwracał uwagi na moje wskazówki wizualno-dźwiękowe...
Porzucamy niebieski na wysokości wlotu niższych tras i kręcimy do Żmiji...
...którą klasycznie zamykamy kółko. Mimo nie robiących wrażenia cyferek rozruchowy łikend bardzo udany.