Ślęża objeżdżona
Home

30,4 km - AVS 7,8 km/h - Vmax 34,4 km/h - 1380 m przewyższeń GPS

Lubię SG, ale nie co tydzień. W sobotę jakoś brakło motywacji, jednak w niedzielę trzeba było się ruszyć w najszybciej, skoro jednodniowo, dostępną miejscówkę.
Rozgrzewka całkiem klasyczna - nowo poznany dojazd do Tajemnej.
Pełny flow, więc zdjęć nie ma. Zaczynam zdobywanie Świerkowej od południa.
Opancerzenie i w dół, zdjęć znów brak, bo samemu nie ma się po co zatrzymywać.
Postanawiam wprowadzić delikatny element eksploracji, zamiast klasycznie do przełęczy,  wbijam się w jakąś drogę mającą doprowadzić mnie bezpośrednio do Gangstera.
No, prawie bezpośrednio.
Gangsta. Właściwie to pamietałem z niego tylko tą ściankę, ale wcześniej też jest co robić. Przeskakuję parking i zaczynam lawirowanie w tłumie planktonu na Ślężę.
Myślałem o Między Kropkami, ale według Trailforks ma tylko 2/5 gwiazdek, więc szkoda. Pada na Blusztrase, choć mam pewien problem z dotarciem. Czy poprzednio też przebijałem się przez ten kamienisty szczycik, na który trzeba wtargać rower, a co gorsza, początek trzeba ztargać w dół? Nie jestem pewien...
Wreszcie jest. Stąd pamiętam tylko początek - schody i koniec - ściankę.
Mimo wszystko nie pamiętałem - gdy człowiek już myśli, że koniec, to wyskakują następne schody i robi się jeszcze stromiej. A zatrzymać się nie ma jak. Miodzio.
Żmija była tydzień temu, więc po Blusztrase witam się z Dolce.
Kolejny elemencik eksploracji. Zamiast zamulać asfaltem do parkingu, wybieram jakś drogę, co prawda lekko w tył, ale za to do góry i przebijam się do niebieskiego. Potem jeszcze krótkie odbicie i ląduje na głównym trakcie na Ślężę z lekkim bonusem wysokości.
Tym razem szczyt. Ludu jeszcze więcej niż w zeszłym tygodniu. Może z 5% ma maseczki na twarzy, drugie 5% ma maseczki wiszące na jednym uchu, w kościółku w tłumie śpiewają smutne piosenki...
Teraz powtórka - poprzednio do Piotra jechaliśmy z lekką czkawką - przez ludzi, przez nieznajomość trasy. Teraz plan na płynny przelot. Wykonany z niewielkimi ustępstwami na rzecz pieszych.
Do zaliczenia został Kazirodca. Ktoś ładnie wyznaczył linię na rockgardenie.
Pojawiły się też ze 2 nowe niespodzianki.
Na początku 3 sekcji świeżo ścięte drzewo, przez to sekcje 3 i 4 słabo wyjeżdżone, leci się w ściółce i czasami nie wiadomo, które kamory zaatakować dalej. Nice. Brak już czasu i sił na kolejne podjazdy, więc do fury i do domu.