Żywiecki w wersji mini
Home

54,8 km - AVS 11,6 km/h - Vmax 53,1 km/h

Kilka kilometrów asfaltowania i wreszcie teren. Żółty z Rajczy do Chaty na Zagroniu okazuje się świetnym szlakiem podjazdowym. Idzie szybko.
Dopiero za Zapolanką zdejmuje nas z siodełek. Dodatkowo coś się tu zmieniło od zeszłego roku - nie było takiego gruzu. Wygląda na rozpierdalanie kolejnego szlaku w ramach koncepcji zrównoważonego rozwoju turystyki.
Nie ma to jak smartfon w słoneczny dzień - Łukasz w cieniu szuka objazdu gruzowiska. Albo może chodziło o całkiem co innego...
Pozostaje do wykręcenia Redykalny Wierch, a dalej to już właściwie po płaskim.
Płasko.
Klasyczny widoczek z żółtego. Nie da rady nie zrobić zdjęcia. Kolejnego.
I w tył też.
Na Lipowskiej odbijamy się od tłumu ludzi, na Rysiance również. Przed nami Romanka. Ale na widok podjazdu morale w załodze siadło.
Zrobiliśmy więc zawrotkę i szykujemy się do ataku na zielony na Boraczą.
Dawno nim nie jechałem. Nadal jest świetny i nadal nie ruszony przez ALP.
Olewamy Boraczą, skręcamy w czarny, trochę pchania i kręcimy z powrotem na Redykalny.
I żółtym z powrotem na Lipowską.
I jedyny słuszny powrót w kierunku Ujsołów - niebieski do Zlatnej.
Nadal świetny, choć coraz go mniej - od zeszłego roku kolejne kilkaset metrów zostało rozwalone.
Pozostaje tylko doasfaltować do bazy.
A to moje jedyne zdjęcie z piątku. Wybrałem lody i piwko, a Łukasze wybrali Raczę-Rycerkę-Muńcoł. Przyjęli na klatę 2 burze, dotarli do bazy o 20.30 i próbowali się rozgrzać chińskimi zupkami...