Solidne bikeparkowanie
Home [<< Pierwsza] [< Poprzednia] [Nast─Öpna >] [Ostatnia >>]
Strona 1 z 2
Po podr├│┼╝y z przygodami, o 1.00 w nocy docieramy na met─Ö. Cicho, pusto, znajdujemy otwarty domek i lulu.
Rano okazuje si─Ö, ┼╝e znale┼║li┼Ťmy nie ten domek i nie ma um├│wionego ┼Ťniadania. Przeprowadzka, zakupy, w mi─Ödzyczasie organizuje si─Ö zam├│wione ┼Ťniadanie...
...wi─Öc pod wyci─ůgiem meldujemy si─Ö z godzinnym op├│┼║nieniem.
W g├│r─Ö.
Kr├│tkie obja┼Ťnienie, gdzie co si─Ö zaczyna...
...i decydujemy si─Ö na rozgrzewk─Ö Blizzardem - tras─ů enduro.
Pocz─ůtek po ┼é─ůczce mocno lajtowy, jednak w lesie zaczynaj─ů si─Ö schody. A w┼éa┼Ťciwie korzenie, bo Blizzard to generalnie w─ůski, kr─Öty singiel z odrobin─ů kamieni i mn├│stwem korzeni, kt├│re po nocnej rosie s─ů mokre i miejscami masakrycznie ┼Ťliskie.
Olewamy wi─Öc Blizzarda i zaczynamy m─Öczy─ç a-line Modr├Ż zamat.
Ko┼äc├│wka a-line ma jeden minus - kawa┼éek pod g├│rk─Ö. Wyb├│r Monster doga jako alternatywnej linii okazuje si─Ö strza┼éem w dziesi─ůtk─Ö, cho─ç pobiera on ode mnie myto. Na pierwszym czy drugim przelocie, nie wiadomo kiedy, przyhaczam przerzutk─ů tak, ┼╝e ┼éa┼äcuch wypada z dolnego k├│leczka na zewn─ůtrz w├│zka. Upycham go z powrotem, w├│zek jest wygi─Öty we wszystkich mo┼╝liwych p┼éaszczyznach, ale dzia┼éa wystarczaj─ůco. O dziwo, hak prosty...
Generalnie trasy, a w┼éa┼Ťciwie jedna trasa (nie licz─ůc puchar├│wki) mocno zaniedbane. Kilka alternatywnych odcink├│w zamkni─Ötych, a-line bardzo mocno wyje┼╝d┼╝ony, mostki nie s─ů niczym obite. Ale z drugiej strony, trasa o wiele bardziej interesuj─ůca i intensywna ni┼╝ w Koutach. A ju┼╝ Monster dog jest super - cz─Ö┼Ťciowo dziki, w─ůski, kr─Öty z korzennymi i skalnymi progami. Czego┼Ť takiego brakuje w Koutach, gdzie wszystkie trasy (zn├│w nie licz─ůc czarnej puchar├│wki) przerabiaj─ů na szerokie g┼éadkie linie. No i Blizzard, koniecznie na sucho, przebijaj─ů Kouty zdecydowanie. Tylko pieru┼äsko daleko...
Po południu dajemy jeszcze raz szansę Blizzardowi.
Co mia┼éo wyschn─ů─ç, wysch┼éo i Blizzard okazuje si─Ö ┼Ťwietn─ů tras─ů, ca┼ékiem inn─ů i w sumie trudniejsz─ů ni┼╝ Modr├Ż zamat.
Pr├│bujemy w czw├│rk─Ö powt├│rzy─ç przelot Blizzardem, ale nie jest nam dane. Jeszcze w gondolce zaczyna la─ç, na g├│rze rozp─Ötuje si─Ö burza, ┼Ťciana wody, pioruny wal─ů w kolejk─Ö... I tak sp─Ödzamy 30-40 minut.
Wykorzystuj─ůc chwil─Ö bez deszczu, zje┼╝d┼╝amy do reszty ekipy i zalegamy w barze na czym kto chce.
Poniewa┼╝ a-line nawet na mokro by┼é ┼Ťwietny, wymieniam szybko d─Ötk─Ö po jakim┼Ť wrednym kolcu i pakuj─Ö si─Ö jak panisko, sam jeden, w gondolk─Ö, kt├│ra rusza tylko dla mnie. Nim towarzystwo dopije swoje, dob┼éacam si─Ö na ostatnim sobotnim zje┼║dzie i ruszamy do bazy.
Zn├│w zaczyna pada─ç, wi─Öc ch┼éopaki powa┼╝nie podchodz─ů do deszczowego popo┼éudnia.
Na mecie kuchnia rusza ostro do roboty.
W międzyczasie okazuje się, że deszcz się wypadał i zaczyna również działać starszy grilowy.
Pierwszy g┼é├│d zaspokojony porcj─ů z patelni, wi─Öc nienerwowo czekamy na cz─Ö┼Ť─ç drug─ů wy┼╝erki.