Logo
Strona głowna
Rower
Zimowe ciuchy na rower
Żagle
Galeria rowerowa
Galeria mazurska
Odsyłacze
TV-out


Facebook

© Solar

Ostatnie zmiany:
03.02.2013

ver. 2.51



Kiedyś był rower marki Wagant. Dla mniej wtajemniczonych lub młodszych - całkiem niezły jak na owe czasy treking. Rama oczywiście stalowa, brak amortyzatora, koła 27*1,25", 5 przełożeń z tyłu. Po pewnym czasie, gdy nabyłem motorower Ogar z 3-biegowym silnikiem od Javki, sprzedałem go za 500 000 zł :).



1999

Początek prawdziwej cyklozy. Słysząc o częstych browerowych wyprawach kumpli pozazdrościłem i postanowiłem się przyłączyć. Wybór padł na Magnum 200 S. Cena 900 zł, rama sinmoly, osprzęt Altus, amortyzator jest, obręcze dwukomorowe Aero dwie. Waga 17 kg. Twardym trzeba być, nie mientkim.
Drobny tuning - pryśnięcie amortyzatora na czarny mat i w drogę. Kumple niezbyt często, ale systematycznie jeździli od roku. Ja od kilku lat właściwie siedziałem na tyłku. Pierwsze wyprawy to droga przez mękę - zadek boli jak cholera, trzeba się ciągle zatrzymywać, żeby płuca przestały wibrować. Ale po pewnym czasie zaczęło być pięknie. I szybko to "pięknie" się skończyło. Po dwóch miesiącach amortyzator zaczął stukać, grzechotać i generalnie, mimo tuningu optycznego, odmówił współpracy. Rzut oka do skarbonki - powinienem móc sobie pozwolić na RST Mozo Comp 3,5". Cena stanowiąca 2/3 wartości roweru, wymienna rura sterowa (moja rama ma oczywiście główkę 1"), prosty system amortyzacji oraz kolor żółty. I tak się toczyło...

Wspomagany lekturą precla, stron sklepów rowerowych i innych, powoli określałem, czego chcę od roweru. Przez dwa lata władowałem w niego ponad dwa razy więcej niż kosztował i z oryginalnego zestawu pozostały jedynie obręcze oraz kierownica. W okresie największej świetności na rower składały się:

W maju 2002 r. wszedłem na 30 s do sklepu rowerowego - w bramie, niewidocznego z ulicy... i wracałem do domu w SPD i kasku pod pachą. To był ostatni raz, kiedy go widziałem.... Dostałem jedynie świstek papieru, że sprawa została umorzona.



05.2002

Będąc już jednak w dość zaawansowanym stadium choroby i nie wyobrażając sobie jeżdżenia do pracy tramwajami, nie zastanawiałem się długo. Wyszedłem z założenia, że o ile różnica pomiędzy posiadaniem dużej i małej kasy jest znacząca, to różnica pomiędzy nie posiadaniem dużej i małej kasy jest niewielka, a z powodu remontu mieszkania już nie posiadałem żadnych pieniędzy, więc nic nie stało na przeszkodzie, aby poskładać sobie to, co chcę. I tak i tak wydam tą kasę, a lepiej od początku jeździć na tym, na czym się chce.

W ciągu tygodnia sprawa była właściwie załatwiona. W sobotę przyniosłem do domu worek części plus parę piwek i późnym wieczorem pojazd był gotowy...

Po roku doszły właściwie tylko dwie zmiany: mechaniczy Hayes na przód i zwiększenie skoku amortyzatora do 100 mm. Prezentował się mniej wiecej tak:

Więcej zdjęć w Galerii.

Rozstałem się z nim na korzyść członka rodziny Ford Gonera Łódź. Ale rower chyba nie przypadł do gustu, bo pojawił się szybko na allegro za większą cenę. Chętnych nie było i został mi po nim tylko dość oryginalny kalendarzyk...



03.2006

Spore zmiany. Wszystko przez pieruńską okazję - pobuszowałem na Ebayu i po 6 tygodniach, gdy polazłem z psem na poranny spacer, podrzucono mi do domu wielkie pudło. Dwa dni potem odbyła się pierwsza przejażdżka...

Więcej zdjęć w galerii

Po następnym miesiącu i wycieczce do Urzędu Celnego w Częstochowie (bo panowie celnicy okazali się zbyt ciekawscy) wymieniłem Black'a na Bombera Mx Pro 120 ETA. Po kolejnym miesiącu pojawił się 5th, a po jeszcze jednym tygodniu przyszły z USA tulejki montażowe (nie do kupienia w PL) z promocyjnym bidonem i można było podmienić Foxa Float R Propedal. Przez tulejki 5th nie załapał się na Pieniny, ale w Gorce i inne takie już i owszem...

To ostatnie zdjęcie przed demolką...


06.2007

Kolejne zmiany...
Z uwagi na dużo łożysk, brak skoku na coraz większych kamieniach i brak zaufania co do wytrzymałości na moją wagę i owe kamienie, przesunąłem wymagania bardziej w kierunku enduro. Tym razem po ludzku, jak praworządny obywatel, złożyłem zamówienie na ramę w http://www.santacruz-pl.com/. Po 34 dniach, w piękny, deszczowy ranek poniedziałkowy, rama zaległa na ladzie w FRShopie. Chłopaki dali się pogonić i już po pracy Heckler był poskładany kosztem rozbebeszonego Speca.
Podobno czekałem bardzo krótko. Niektórym zdarzyło się czekać pół roku, ale to kwestia przewagi popytu nad podażą SC USA. Ja ramę otrzymałem po 19 dniach od pojawienia się jej w US. Generalnie polecam polskiego dystrybutora - dobry kontakt, informacje na bieżąco o postępach operacji i bardzo szybka wysyłka w Polsce...

Nówka nieśmigana prosto po składaniu

Nówka nieśmigana prosto po składaniu


Pod koniec służby

Stan aktualny



08.2013

Kolejny kaprys.
Od jakiegoś czasu krążyła mi po głowie myśl o zmianie. Nie dlatego, że coś nie tak, ale po prostu, chęć zmiany po 6 latach jeżdżenia na tej samej ramie.
Generalnie nastawiałem się na jedyną słuszną linię, czyli Santa Cruz ciąg dalszy. A Santa Cruz stopień wyżej, to Nomad. I tak czas leciał. Jedną ramę wyjął mi sprzed nosa znajomy, przy drugiej dałem sobie dzień do namysłu, czyli o 3/4 dnia za długo... A potem dostałem ofertę, trochę poczytałem i się zdecydowałem. Kolor odpowiedni, zdobienia nieagresywne, Bryja przez rok takiej ramy nie połamał, więc da radę.
Ibis Mojo HD przejął z Hecklera wszystko, co się dało przejąć. Nie dało się przełożyć sterów, przedniej przerzutki i tylnego koła. Specyfikacja więc jest bardzo podobna.

Ibis Mojo HD aka Frankenstein

Ibis Mojo HD aka Frankenstein


© Wszystkie fotografie oraz treści na tej stronie stanowią własność moją lub moich znajomych. Kopiowanie, rozpowszechnianie lub wykorzystywanie jakichkolwiek materiałów bez mojej zgody jest zabronione.