Jazda StaroNowoRoczna
Home

Dzień 1     22 km - AVS 7,3 km/h - Vmax 28 km/h - 1088 m przewyższeń GPS
Dzień 2     20 km - AVS 8,4 km/h - Vmax 28 km/h - 1741 m przewyższeń z wyciągami GPS

Ostatni dzień starego roku. Jeszcze wieczorem śniegu zero, jednak w nocy zaczęło sypać i, z niewielkimi przerwami, sypie cały czas. Byle opad nas nie zniechęci, spuszczamy powietrze z opon i ruszamy.
Przed nami kilkukilometrowy podjazd na Tobołów. Szlakiem rowerowym, ale, jak widać, nie bardzo używanym.
W większości da się jechać, choć jechać da się tylko ledwie widoczną, wąską koleiną posamochodową. Lewą lub prawą, choć częściej lewą.
Zielony z Tobołowa przelatujemy migiem. Jednak sama końcówka, podejście na wprost na Obidowiec, to już sporo ciężkiej harówki. Ale za to trafiamy na świeże ślady opon - nie jesteśmy więc jedynymi wariatami.
Czerwony początkowo w siodełku. Jednak gdy zaczyna się podejście na Rozdziele, zaczyna się pchanie w sypiącym śniegu.
Wreszcie wypłaszczenie, choć nadal kiepsko z jazdą. Mimo tego, w środku tego garnczka, Józwa się uśmiecha. Więc nie jest źle.
Olewamy sugestę szlaku rowerowego oraz szczyt Turbacza...
...i brniemy prosto na Halę.
Na samej Hali są momenty, że kierunek da się określić tylko dzięki GPS. Ale widoczność i tak jest lepsza, niż w 2004, gdy byłem to w ogóle po raz pierwszy. A i GPS wtedy nie było... :)
Ostatnie metry wspinaczki na Czoło Turbacza. Wychodzi na to, że końcówka wycieczki pokryje się z tą z 2004 r.
Rozkładamy miniobóz...
...posilamy się czekoladą...
...i ruszamy w dół niebieskim.
Kupa świetnej zabawy...
...łącznie z końcowymi agrafkami i schodami z belek.
Ponieważ asfaltem mamy do bazy ładnych kilka kilometrów, decydujemy się na powrót terenem.
Spod wyciągu ostry zjazd nieoznakowanymi ścieżkami, więc zdjęć brak.
A tak sytuacja śniegowa wyglądała podczas zwiadu pieszego dzień wcześniej.
Wycieczkę kończymy, zaliczając 100 m od bazy po miękkiej glebie w śniegu. Całkiem udane zimowe 22 km.
Skoro stary rok zakończyliśmy jazdą, to nowy rok wypada jazdą rozpocząć. Z lekkim opóźnieniem poimprezowym ruszamy do walki.
Dzisiejsze atrakcje pogodowe - solidne wietrzysko. Na szczęście Gorce jeszcze niepowycinane i większość szlaków jest osłonięta.
Początkowo zakładaliśmy, że będziemy przebijać się gdzieś tutaj bezszlakowo do dolnej stacji wyciągu, ale plan upadł...
...i Tobołów zdobywamy piechotą. Wczoraj tu zjeżdżaliśmy i gdybym wiedział, że zjeżdżam po kamieniach osadzonych w lodzie, chyba podobałoby mi się mniej...
Docieramy do zielonego szlaku, przez chwilę podziwiamy widoki...
...a potem postanawiamy przyjrzeć się bliżej tabliczkom oznaczającym trasy rowerowe. Kawałek dalej okazuje się, że trasy mają całkiem rozbudowaną infrastrukturę.
Zaczynamy więc z niej korzystać.
Na dół, na wyciąg...
Na dół, na wyciąg...
...i tak cztery razy. Potem ze znajomymi uprawiającymi bardziej konwencjonalne sporty zimowe na herbatę...
...i ruszamy pojeździć trochę po płaskim.
Dziś zielony w kierunki Obidowca całkiem udeptany i można grzać nawet 30 km/h.
Przed samym Obidowcem uciekamy w prawo na Kopaną Drogę.
Spokojnie dotaczamy się do czerwonego, a potem do schroniska Stare Wierchy. Herbatę mamy już zaliczoną, więc schronisko omijamy i decydujemy się na żółty do Poręby.
Na początku było trochę pchania, ale potem zaczęła się zabawa.
Na pożegnanie przebiło się przez chmury słońce i podświetliło wszystko dziwnymi kolorami.
...
Żeby tradycji stało się zadość, już prawie na mecie Józwa zalicza ścianę wąwoziku, co kończy się rozciętym butem i prochami antybólowymi wieczorem... To było zdecydowanie zjazdowe 20 km. Czyżby w nowym roku miały mnie omijać podjazdy?
Wieczorem w niedzielę zaczęło ciepło wiać i rano w poniedziałek znów zero śniegu. Zaliczyliśmy więc na rowerach jedyne 2 zimowe dni całego wyjazdu.