Igraszki grupowe i błotne
Home [<< Pierwsza] [< Poprzednia] [Następna >] [Ostatnia >>]
Sobotę poświęciliśmy naszym lepszym połówkom. A niedziela rano okazała się... mocno nieciekawa. Gdy się trochę rozjaśniło, poopatulaliśmy się we wszystko wodoodporne, co mieliśmy, zeszliśmy do garażu i... zaczęło padać.
Ale byliśmy twardzi. 14 km asfaltem i sam początek podjazdu do Bacówki nad Wierchomlą tochę nas rozgrzał. A potem, w deszczu, wśród ćwierkających ptaszków, 40 minut podjazdu po błocku.
Widok na Tatry. :)
Żurek, naleśniczki, herbata i 0,5h przy kominku dały nam energię na dalszą walkę. Za pomocą taśmy na krokodyle spreparowałem sobie przedni "błotnik", a Łukasz, nie mam pojęcia, po co, posmarował łańcuch. :)
Ruszamy w nicość.
2-3 km zjazdu i błoto zaczyna być wszędzie.
Schronisko na Hali Łabowskiej. :)
Ciągniemy dalej, aż do momentu, gdy gałąź masakruje hak Łukasza. A mnie kończą się klocki z tyłu...
Zmieniamy więc plan i skręcamy na żółty z Pisanej Hali. Dość szybko wyjeżdżamy z chmur...
...i okazuje się, że tu całkiem nie pada, całkiem widać, tylko błocko bez zmian...
Po dalszym zjeździe żółtym zdjęć już nie robiłem. Byliśmy kompletnie pokryci błotem i wolałem nie próbować dostawać się pod kondomik do plecaka. Dopiero po obmyciu pod szlaufem siebie i rowerów, zaczęliśmy trochę przypominać ludzi...
A tak wyglądał mój klocek, w którym pozbyłem się połowy miedzianej blachy. :)
Poniedziałkowe pakowanko i koniec wycieczki...
Dzień 1. 61,6 km, 77,4 Vmax, 12,8 AV, 2122 przewyższeń, 1186 max wysokość. Dzień 2. 39,4 km, 38,7 Vmax, 11,8 AV, 1122 przewyższeń, 1081 max wysokość.