Czeski miks
Startowa [<< Pierwsza] [< Poprzednia] [Następna >] [Ostatnia >>]
Strona 1 z 2

Dzień 2     33,6 km - AVS 9,3 km/h - Vmax 45,6 km/h - 1117 m przewyższeń GPS
Dzień 3     52,3 km - AVS 10,6 km/h - Vmax 42,2 km/h - 1414 m przewyższeń GPS

Dla zmyłki czeski miks zaczynamy od noclegu w Srebrnej Górze, gdzie o 22:00 Pingwina dopada chcica na flaki. Wieczór kończy się stukaniem maila: 'Panie Kierowniku zakładu produkcji flaków. To najgorsze flaki, jakie jadłem w życiu. Moją uwagę w sklepie zwrócił rozmiar puszki oraz cena...' Stary a głupi.
Czwartek. Poranny szybki przerzut za granicę i o w miarę przyzwoitej porze lądujemy w Koutach.
Oznaczamy miejsce startu i zaczynamy się wkręcać.
Generalnie dla nas, mało skaczących endurowców, zmiany w Koutach idą w złą stronę. Trasy są coraz bardziej wygładzane, coraz bardziej nastawione na wielkie loty.
Trochę korzeni i fajnej jazdy zostało jeszcze na fragmentach Stará medvědice no i oczywiście na DH. Hřebenovka całkiem nie dla nas. A ile można tłuc 2 trasy...
Po 8 przelotach wracamy do bazy, gdzie czeka na nas samoobsługowy barek z zimnym piwem w dobrej cenie...
...znakomicie wspomagającym szybki wieczorny serwis.
Piątek. Plan był ustalony z góry. Na zmianę wyciąg i kręcenie. Zatem dziś kręcimy.
W planie Serak, Vozka, Keprnik podjazdem od Ramzovej. Jaki tym razem ja byłem głupi...
W Ramzovej, gdy tylko Pingwin zobaczył kręcący się wyciąg, nie dałoby się go zatrzymać nawet wołami. Nie zdążyłem powiedzieć 'wycieczka', a był już w połowie zwiadu do kasy.
Nie przeliczył nawet na kalkulatorku, za ile ta przyjemność, a już jechaliśmy...
Tymczasem na północy niebo zaczyna pomrukiwać. Na ostatnich metrach wyciągu pojawiają się pierwsze krople. A miało być ładnie...
Docieramy do schroniska i okazuje się, że na wschodzie niebo też nie wygląda ciekawie. Przez kilka minut zastanawiamy się co robić i zaczyna lać. Znajdujemy przytulny kącik w wiatrołapie schroniska i zalegamy na dobrą godzinę. Co gorsza, wychodzi na to, że Pingwin miał rację z tym wyciągiem, bo by nas dorwało w środku niczego.
Gdy wreszcie przestaje padać, zapada męska decyzja: jedziemy. Nie po to zapłaciliśmy 45 zł za wyciąg, żeby teraz zjechać! Ruszamy zgodnie z planem wycieczki na trawers Keprnika.
Początkowe próby ratowania butów przed przemoczeniem. Od początku wiadomo, że daremne, ale odruchy są...
Docieramy do żółtego wypychu na Vozkę i zaczyna padać. Przez chwilę czekamy, a potem robi się nam wszystko jedno. Żółty, zielony i szczyt.
Na Vozce znajdujemy nawet mały suchy zakątek, w którym można się ubrać.
To najprawdopodobniej chmura, która umilała nam zdobywanie Vozki. Na szczęście powoli się oddala.
Zaczynamy przeprawę...
...z korzeniastymi agrafkami na mokro.
O dziwo, bawimy się przednie. Podobno Pingwin 3 razy lądował w borówkach, ale musiał to robić dyskretnie, bo nie widziałem.
Pozostaje jeszcze techniczny przejazd do siodła pod Vreskovkou.
A z siodła zaczynamy wspinaczkę na Keprnik.
Złe na niebie zostaje za plecami. Już nawet nie słychać pomruków.
Szczyt. Przed nami ponad 900 m zjazdu w pionie. Plus malutki podjazd...
Schronisko ponownie. Godzina w przedsionku dziennie nam wystarcza, więc tym razem nawet nie zaglądamy.
Kiedyś, dawno, dawno temu, patentowaliśmy ten prożek.
I wreszcie żółty.