Czerwcówka
Home [<< Pierwsza] [< Poprzednia] [Następna >] [Ostatnia >>]
Strona 1 z 2
Jako że zapowiada się piękny czwartek, przejeżdżamy na drugą stronę ulicy i rozpoczynamy zdobywanie najbliższego pagórka.
Z początku trochę się boczę, że nikt nie chciał tripa w wyższe pagórki, bo ma padać...
...ale ponieważ wygląda, że zabawić się jednak można, dołączam do ujeżdżania czerwonych linii Lipowskich ścieżek.
Normalnie prawdziwe enduro.
Po kilku kółkach przerzucamy się na linie niebieskie, które są w całości na słońcu, więc pewnie będą dawały w palnik lepiej.
Na początek bardzo mikro pumptrack.
Potem do góry. Jaki widać, trasy niebieskie wymagają wstępnego obejścia.
Piękna pogoda, jakże złudna...
Po tym jednym kółku w słońcu jedziemy się nawodnić, co pogoda zdaje się rozumieć całkiem dosłownie, bo nawadnia nas przez kolejne 24h.
Sobota. Nie pada, wypada się ruszyć, ale jakoś nikt na zachwyconego nie wygląda, nawet pomimo tego, że zabieramy się z Anką i dzięki wwózce oszczędzamy 15 km podjazdu asfaltem.
Choć trochę i tak trzeba jeszcze pokręcić w górę.
Koniec utwardzonych dróg.
Zaczyna się pchanie.
Przerywane jazdą.
Schronisko olewamy i całkiem bez śladu wbijamy na docelowy szlak.
Na szczęście kładki odnowione, bo poprzednio zdarzały się dziury już nieprzejeżdżalne.
A potem zaczyna się to, po co tu przyjechaliśmy.
Nadal nie znaleźliśmy nic lepszego niż zjazd nartostradą na przełęcz. Przynajmniej nie ma rowów odwadniających.