Pierwszowiosenna Jura
Home

63 km - AVS 13,2 km/h - Vmax 35 km/h - 845 m przewyższeń GPS

Jakoś tak się złożyło, że plan na Jurę wypadł w pierwszy dzień czasu letniego. Wstaliśmy więc o jakiejś zapomnianej przez budzik godzinie i o 10 zaatakowaliśmy zamek Olsztyn.
Trochę zwiedzamy...
...ponieważ jednak wśród ruin hula zimny wiatr, szybko spadamy w kierunku czerwonego na południe.
Jak zmruży się mocno oczy, to wygląda to prawie jak pełnowartościowe góry.
Chwilowo twardo trzymamy się czerwonego i wjeżdżamy w Sokole Góry. Może i niewielkie, ale to pierwszy nieśnieżny podjazd w tym sezonie.
Przełamanie i w dół.
Chwila tendencja w dół wystarczyła, by beztrosko zgubić szlak i wpakować się w solidnie piaskowy podjazd.
Odnajdujemy zielone kreseczki i crosscantrujemy dalej.
W porównaniu z resztą leśnych dróg, tą można nazwać drogą utwardzoną.
Normalnie wiosna!
Generalnie północna Jura to kraina piachu.
Zalegamy po zawietrznej stronie Freciej Góry na batonika. Tu już właściwie lato, nie wiosna...
Od Ostrężnika chcemy trzymać się czerwonego szlaku, ale ponieważ wygląda nudno...
...odbijamy w bok.
Tutaj zdecydowanie ciekawiej.
Trafiamy nawet na mały rockgarden, niestety w złą stronę.
Trochę błądzenia, trochę zwalonych pni i głębokich jarów...
...i lądujemy na Drodze Klonowej.
Pępek świata.
Kombinacją szlaków z przewagą czerwonego zamykamy kółko i wracamy do Olsztyna. Całkiem udana rozgrzewka pozałódzka.
Pali niemało, ale za to przyjmuje rowery bez rozkładania. Coś za coś...