Wielka mała majówka
Home [<< Pierwsza] [< Poprzednia] [Następna >] [Ostatnia >>]
Wszyscy już w blokach startowych, 5 minut do godziny Zero, a Łukasz 1. rozkłada swój warsztacik i zaczyna dłubać przy przerzutce.
Wreszcie, z pewnym poślizgiem, udaje się ruszyć. Na początek czeka nas XC Dojazd, częściowo po trasie I etapu TC2008.
XC Dojazd wiodący asfaltami, szutrami i polnymi drogami jest lajtowo-widokowy...
...więc kilometry lecą.
Udaje się nam zgubić na chwilę szlak rowerowy kawałek przed Rajczą, zaliczyć strumyczek i singielek przez młodniak...
...ale GPS wyprowadza nas na trasę. Przed nami zaczynają rysować się prawdziwe góry.
Na oko miało być koło 20 km, ale XC Dojazd na Przełęcz Kotarz zamknął się w 35 km. A to dopiero początek gór...
Skrót z Mladej Hory na Rycerzową oczywiście częściowo mi umknął i końcówkę przedzieraliśmy się przez chaszcze, ale wreszcie są - obie Rycerzowe.
Rozleniwienie słońcem, racuchami z borówkami i tylko tłumy ludzi psują nastrój.
Łukasz 1. pierwszy padł ofiarą Syndromu Mokrej Stopy. Okazało się to bardzo zaraźliwe, bo dopadło całą grupę... z wyjątkiem mojej skromnej osoby.
Jak zwykle, w grupie sa grupowe cyborgi.
Reszta spacerkiem wbija się na przełęcz i podziwia nasz dzisiejszy cel - Wielką Raczę.
Śnieg, który spotkaliśmy, był bardziej atrakcją niż utrudnieniem. Było kilkanaście parometrowych kawałków do prowadzenia, trochę błota pomiędzy, ale i tak był to mój najmniej błotny pobyt w paśmie Wielkiej Raczy.
Ostatnie większe "do góry". Wszyscy mają już lekko dość, słońce mocno się obniżyło, temperatura spadła...
...ale widoki wiele rekompensują.
Naprawdę robi się późno. Zatrzymujemy się jednak w schronisku na uzupełnienie kalorii i ciepłej witaminy B, aby nabrać sił oraz odwagi na zjazd do Zwardonia.
Niestety w drodze katastrofa. Łukasz 2. za bardzo podaje w górę i masakruje hak, więc połowę drogi do Zwardonia jedzie na singlu. Dodatkowo tutaj odkrywa, że ma całkiem odkręconą kasetę. Dokręcamy ją palcami, dzwonimy po moją niezastąpioną połówkę robiącą za kierowcę wozu technicznego i przed 21 lądujemy w Zwardoniu.
Wyszło na to, że ten plan mieliśmy zbyt ambitny. Nawet gdybyśmy wyjechali o czasie i nie byłoby awarii, nie udałoby się nam wrócić na 18 na obiad... albo przed zmrokiem. A tak w ogóle, jak na razie, w paśmie Raczy zawsze są jakieś poważniejsze straty w sprzęcie... 72,8 km, AVS 11,4 km/h, Vmax 54,2 km/h, 2326 m przewyższeń, 1224 m npm max.
Dzień drugi upłynął na rozpakowywaniu samochodu techniczno-ratunkowego...
...rolhoffowaniu łańcuchów...
...i walce ze sprzętem. Ponieważ okazało się, że w tamtej okolicy o haku do Cube można zapomnieć, w ruch poszła wiertarka, pilnik oraz imadło. Po godzinie trzyczwarte haka zostało dopasowane do ramy, przerzutka przyjęla dziwną konfigurację, a Łukasz 2. wszedł do gry. Żeby nie było za wesoło, z gry wypadł Łukasz 1., bo po podejrzanym oklapnięciu klamki okazało się, że z 5-o letniego przewodu sika DOT, a o przewód do Hayes Mag jeszcze trudniej niż o hak do Cube...
Dzień kolejny od rana zapowiadał się pięknie.
Dlatego znów nie udało się wyjechać zgodnie z planem. Wszyscy poruszali się jakoś powoli i nie był to wcale efekt dnia wczorajszego...
Wreszcie ruszyliśmy. Od razu w dół, ale tylko kawałeczek.
Potem zaczęlo się ostro w górę. Z początku asfalt...
...a potem już konkretne wertepy.
Walka z Kiczorą - punkt widzenia z dołu...
...i z góry.