(Finale na sucho)2
Startowa [<< Pierwsza] [< Poprzednia] [Następna >] [Ostatnia >>]
Strona 1 z 3
Za czwartym razem mogę już chyba napisać, że początek tygodnia w Finale klasyczny. Przedpołudniową sobotą banda zombie otumaniona transportem i wielkim światem wlecze się na pizzę, a potem na zakupy. Jedna, ale istotna różnica - nowa miejscówka jest dość daleko i wysoko od centrum, więc zakupy muszą być większe i nie piszę tu o zapasie środków czystości.
Z podanych wcześniej powodów pomysł szybkiego sobotniego tripa zostaje stłamszony, zamiast tego postanawiamy lekko opancerzyć koła na nadchodzące dni. Tu plus nowej miejscówki - pomijając komary, warun na grzebanie w rowerach o wiele lepszy.
Żeby nie było, że tylko my tacy nieprzygotowani, kierownik również walczy w skupieniu.
Kolejny plus nowej miejscówki - widoczek z jednego z dwóch (2!) tarasów. O wiele przyjemniejszy dla oka niż włoskie matrony z drugiej strony ulicy w oknie oddalonym o 5 m. A gdzieś na dole jest basen, jednak z powodów obostrzeń covidowych i obawy przed rektalnym pomiarem temperatury mocno przez nas niedoceniony.
Niedziela. Tu pierwszy minusik - trzeba samemu wyjść pod górkę na ulicę. Jak widać, towarzystwo trochę oszołomione pierwszym wysiłkiem.
Rozgrzewka musi być. A ponieważ rozgrzewki zawsze wychodza zabawnie, będę na nie marnował miejsce w galerii.
A po rozgrzewce stacjonarnej, rozgrzewka dynamiczna - Roller Coaster.
Jest masakrycznie sucho. Nie dość, że jazda na kole jest słabo wykonalna, to dodatkowo jest ślisko. Prawie jak na mokro.
Termin tydzień przed EWS nie jest najszczęśliwszy i podobnie jak w zeszłym roku zaczynają być zamykane niektóre trasy, np. koniec Rollera, więc szuterkiem do asfaltu, bus i powtórka.
Odnoszę wrażnie, że Roller się trochę znarowił, szczególnie w górnej części. Powychodziło trochę korzeni i kamieni, jest bardziej naturalnie.
To teraz coś nowego. Co prawda trzeba z 10-15 minut podjechać mimo busa, ale podobno warto.
Najpierw szczyt Bric Merizzo 1275 m npm...
A potem otwarta po 3 latach Isallo Extasy.
Singlowa, widokowa i mocno już rozpieprzona w technicznych momentach ściecha. Zacna, ale ten dojazd...
Ponieważ jesteśmy toleracncyjni do pewnych granic, zdarza się nam zaprosić do wspólnej jazdy sprawnych inaczej. Niech też mają coś z życia.
Prawie niezauważenie Isallo przechodzi w Revenanta. Tu trochę szerzej, ale generalnie stromiej i większy łomot.
Towarzystwo odmawia podjeżdżania, więc kolejna trasa prawie prosto z busa - Toboga.
Dwa przeloty i kolejna zmiana.
Jednak najpierw kawa. Tu jednak wtopa, bo akurat pora obiadowa, bar zamknięty i pozostaje woda z WC. Kierownik surową postawą musi nadzorować towarzystwo, bo nastroje rewolucyjne.
Nawodnieni przebijamy się znów Roller Coasterem, ale tym razem końcówka po Martinie i dzień kończymy Ciacciatore.
Poniedziałek. Dzisiaj plan na trasy z Nato.
Na początek krótka modlitwa do bogów deszczu...
...i atakujemy Ingegnere.
A potem Nato Base.
Nato Base tak ze dwa razy.
A potem Ca Bianca, którą robimy w sumie 3 obroty.
Okazuje się, że całkiem fajna ścianeczka na Ca Biance została zastąpiona ciasnymi agrafkami. Zatem pod czujnym okiem kierownika zaczynamy trenować agrafki.
Są też demonstracje.
I ponownie Nato Base, gdzie kierownik się rozluźnia i patentuje nowe sposoby uzbrajania.
Na koniec H trail...