Finale (wreszcie) słoneczne
Home [<< Pierwsza] [< Poprzednia] [Następna >] [Ostatnia >>]
Strona 1 z 3
Tym razem docieramy do punktu zbiórki o czasie. Spóźnia się za to bus, a towarzystwo, zamiast przyzwyczajać się do słońca, chowa się po sklepie, krytykuje sprzęty i denerwuje obsługę.
Kierowcą busa i zarazem zastępcą Kierownika Obozu okazuje się Vasco, prawie tambylec, bo chyba spędza więcej roku w Finale niż u siebie.
W sumie dla nas 25 godzin podróży i jesteśmy. Jak zwykle Kierownik Obozu wykopuje nas na pizzę, żeby nie użerać się jednocześnie z dwiema grupami.
Po pizzy pierwsze nieśmiałe zapoznanie się z morzem. Takie szybkie raczej, bo...
...jest napór na jazdę. Jadą prawie wszyscy, bo tym razem w Finale Pingwin postanowił pokazać nie jak się kończy, ale jak się zaczyna i nie za bardzo myślał dzisiaj o podjazdach i w ogóle.
No to zaczynamy. Dzień 0. - słońce, widoki i nawet udało się uchwycić dowód, że Ziemia nie jest płaska. ;)
Podjazd długi, nie szczędzący widoków.
Wciąż na podjeździe Vasco zdąża przetestować pojemność i zawieszenie nowego finalowego busa.
No to Briga R. Jak to pierwszy zjazd, tym bardziej po nocy w busie, drewno... :)
Ci, którzy są tu pierwszy raz mają przedsmak tego, co ich czeka w kolejnych dniach. I zapamiętują, żeby nie podziwiać widoków podczas jazdy.
Ponieważ wstępne zapoznanie się z morzem wypadło pomyślnie, po zjeździe wpadamy prawie prosto do wody.
Dzień 1. Wszyscy spragnieni łomotu w dół, więc wycieczka odpada i od rana busujemy. Warunki wreszcie pozwalają na używanie najwyższych tras, które w obu moich pobytach kwietniowych były praktycznie niedostępne.
Początek trochę mi znany...
Najważniejsze, to wyczekać odpowiedni moment na pstryk.
A dalej całkiem nowe, dla wszystkich - Ingegnere (Engineer).
A potem zaczynamy męczyć trójpak z Nato - 115, Madre Natura, Base Nato oraz dodatkowa H trail. 115 chyba najmniej przypadła wszystkim do gustu.
Słońce praży, kurz drapie w gardło, na szczęście KO wie, jak zdobyć wodę trudnym terenie.
Po kilku przelotach zasługujemy na małą kawkę i małe ciasteczko.
A całkiem na deser, Roller Coaster.
Chciał się ukryć, skubany, ale czujne oko fotografa zawsze wypatrzy szczającego Pingwina.
Vasco - specjalista od zdjęć z zaskoczenia...
Bardzo intensywny dzień wypada równie intensywnie skończyć. Trzy piwka na molo i lulu.
Dzień 2. Dziś wycieczka. Rozpoczynamy podjazd do La Ruggetta. Początkowo serpentynki...
...oczywiście widokowe...
...a potem już terenowo.
Ostatnie wskazówki KO, który wreszcie dołącza rowerowo do grupy...
...i w dół, jak tylko opadnie kurz po Kierowniku.
Vasco, jak zwykle, z zaskoczenia.
Koniec wycieczki. Kierunek bus.
Ponieważ okazało się, że z powodu odbywającego się za 2 tygodnie EWS zaczęto zamykać i szykować trasy, między innymi końcówkę Rollera, zaczynamy znów ujeżdżać trójpak spod Nato Base.