Na dobry początek sezonu
Home [<< Pierwsza] [< Poprzednia] [Następna >] [Ostatnia >>]
Strona 3 z 3
Na początek znany podjazd.
Potem trening podjeżdżania ścianek (niestety, jakoś słabo poszło ze zdjęciami)...
I całkiem nowa, fajna, bliżej niezprecyzowana traska.
Potem podjazd, szybki przelot...
...i wbijamy się na trasę DH Men.
Zbiórka przed pierwszą poważną ścianką. Chwilę czekamy, ponieważ trasa zebrała pierwsze ofiary. Gdzieś powyżej Mateusz łata dętkę i łydkę.
Pierwsi odważni ruszają na ściankę.
Powtóreczki.
Poświęcenie fotografa...
...i efekt.
Ścianki część druga.
Zjeżdżamy do miasta, przekąska...
...i zautomatyzowany powrót na Rollercoastera.
Na deser miała być Toboga di Canova, ale na pierwszym zakręcie drugi Mateusz wbija się w drzewo i wystawia sobie bark. Zwózka busem i szpital, a sami, w bardzo okrojonym składzie, aby nie zjeżdżać asfaltem, przebijamy się ostro w górę do Rollercoastera.
Jak widać, optymizm w zespole opadł. Zmienia się również plan. Zamiast Rollercoastera, całkiem nowa, fizycznie nowa trasa. Bardzo wąska, ciasna, z mokrymi korzeniami na agrafkach. Było ciężko i mnóstwo piachu w butach.
Dzień ostatni. Najpierw wizyta w sklepiku rowerowym, bo nawet Diabeł traci szprychy...
...a potem znany podjazd.
Ponieważ wszyscy (prawie) dość wymęczeni i poobijani, traska bardziej XC.
Potem jednak zaczyna brakowac adrenaliny. Porzucamy część składu i wbusowujemy się na DH Donna.
Nadal słabo. Więc tym razem DH Men.
Tu byliśmy.
Skład jeszcze bardziej okrojony. Cel - Rollercoaster.
Wczorajsze opowieści o nowej trasce spowodowały, że znów lądujemy na niej. Dziś jest już sucho i okazuje się świetną trasą. Choć pod koniec zaliczam uścisk z drzewem i niemożność kichania na tydzień.
I to koniec. Widoczek z okna...
...ostatnie lody na ryneczku i do domu. Udaje mi się trafić w biletową promocję i wracam tylko 9h zamiast 25h...