Szlifowanie band
Home

Dzień 1     49,8 km - AVS 11,5 km/h - Vmax 33,2 km/h - 1620 m przewyższeń

brak

Dzień 2     39,7 km - AVS 16,1 km/h - Vmax 51,9 km/h - 11 x 507 m

brak

Dzień 3     35,3 km - AVS 11,3 km/h - Vmax 32,4 km/h - 960 m przewyższeń

brak


Sobota. Słońce, kolorowo, góry. Zapowiada się udany przedłużony łikend.
Nigdy się chyba nie nauczę, że Wales nie jest dobry na początek. Jadę jak sierota, zaliczam glebę, choć dzięki temu dołączam do dwóch bikerów z Katowic. Razem kręcimy na zapoznawczy przelot Superflow.
Drugie kółko. Na parkingu przed Centrum samochodów od cholery, ale na ścieżkach tłoku nie ma - jakoś się wszyscy rozpełzli po całej górze.
Wiessner po raz kolejny.
...
Tym razem atakujemy Tajemny. Przez liście jest trochę bardziej nerwowo, ale zaczynam się rozkręcać.
Trzecie kółko kręcę znów sam. Znów Superflow, do którego zaczynam sie docierać. Na 4 kółko nie mam już siły, więc do bazy.
A w bazie rowery są wszędzie - w pokojach, na korytarzach, w kuchni... Szybkie doprowadzenie się do porządku i na piwo.
Niedzielę trzeba święcić, więc będzie to dzień bez podjeżdżania - przerzucam się do Koutów. Wiatr, zimno, szaro, wbijam się we wszystko, co zabrałem i na wyciąg.
Pogoda trochę temperuje mój zapał, więc na początek lajtowo po niebieskiej.
Jednak drugi wjazd i sytuacja pogodowa zdecydowanie się poprawia we wszystkich aspektach.
Wybieram opcję trasy czarno-czerwonej...
...i tak 11 razy, aż nogi odmawiają mi współpracy. Obiad i do bazy, na Gambrinusa za 3,65 zł.
Poniedziałek jest znów przeznaczony na Rychleby. Myślałem, że po katowaniu w Koutach, będzie się mi trudno podjeżdżać, ale idzie całkiem nieźle.
Wygląda na to, że na razie ścieżki należą tylko do mnie...
...robię więc parę ustawek z aparatem...
...oraz testuję Wiessnera w dół. Całkiem niezły. :)
Ostatnia ustawka i napieram w górę. Po drodze kusi Tajemny, który na początku jest zdecydowanie mniej zasypany liśćmi, ale nie wiem, jak dalej... Więc na Superflow.
Superflow ma 2 minusy. Od miejsca, gdzie się zaczyna, do miejsca, gdzie się zaczyna zabawa, jest ładnych kilka minut kręcenia po płaskim.
A jak zjedzie się całego SF, to czeka cię baaardzo długi powrót spowrotem na start. Omijam więc 2 ostatnie sekcje i asfaltem zaczynam odrabiać wysokość.
Potem jeszcze kawałek pod prąd Biskupim...
...i po równo godzinie docieram do miejsca, gdzie zaczyna się właściwa zabawa.
Dwa dni nalotu bikerów przetarło szlak z liści, ja się rozkręciłem, więc te dzisiejsze przeloty był po prostu świetne.
Czeka mnie jeszcze powrót do domu, więc tym razem zjeżdżam SF do końca, pakowanko i z żalem wracam do miasta. Okazało się, że do Cernej Vody jestem w stanie dojechać w 4h, więc Szczyrk będzie miał sporą konkurencję...