Zimna majóweczka
Home [<< Pierwsza] [< Poprzednia] [Następna >] [Ostatnia >>]
Strona 1 z 2

Dzień 4     54,2 km - AVS 9,7 km/h - Vmax 42,8 km/h - 1655 m przewyższeń GPS

Nastroje na dole - nie ma tarpanów, nie można elektryków, trzeba będzie pedałować pod górę... do dupy z takim początkiem majówki.
Nastroje na górze - nowa ściecha, kamory, w dół... Jednak może być.
No to atakujemy Sitkę vel Naucną steżkę vel Velrybę pociągniętą do samej góry.
Jakby coś, dołem idzie cziken lajn.
To już dolna, stara część Velryby.
Tak jest, jak zakręt wejdzie za bardzo.
Kawałek Tajemnym i wjeżdżamy na plac budowy. Podobno w przyszłym roku ma być tu nowa linia. Zarysy już widać.
I tak niedzielę spędzamy na oblatywaniu tego zestawu, bo stosunek zjazdu do podjazdu jest bardzo atrakcyjny.
W poniedziałek pogoda wygania nas do Polski, bo chmurska zatrzymały się jakoś tak na granicy. Choć tutaj wiatr urywa łeb. Za to na łące pasą się tarpany.
Z całego dnia fota jedna, bo zatrzymywanie się na foty jest dość nieprzyjemne. A dzięku szybkim przelotom można załapać się od razu na wwózkę.
We wtorek deszcz nie odpuścił nigdzie, ale za to środa znów OK. Co więcej, były tak sucho, że nie ma błota mimo całowtorkowego opadu.
Ta radość z ostatnich metrów Wiessnera...
Najpierw pokazujemy Magdzie nową trasę...
...a potem jedziemy sprawdzić, co na SF. A tam mocno przerzedzone lasy.
Nie może zabraknąć oczywiście trochę zakazanego, ale mocno nęcącego owocu.
Czwarteczek. Tak wygląda synchroniczne pucowanie damperów czyli kto z kim przystaje, takim się staje.
Dziś w planie trip. Choć początek całkiem rychlebowy.