Enduro Trophy Brenna
Home [<< Pierwsza] [< Poprzednia] [Następna >] [Ostatnia >>]
Strona 1 z 2

45,8 km - AVS 10,6 km/h - Vmax 55,9 km/h - 1619 m przewyższeń GPS
34,3 km - AVS 12,2 km/h - Vmax 57,0 km/h - 1147 m przewyższeń GPS

Początek wypadu niezbyt obiecujący. Główna trasa zamknięta, bo jakaś motocyklistka przedobrzyła. Objazd to gigantyczny korek, próbujemy przebić się łąkami i prawie nam się udaje, ale tuż przed asfaltem zawraca nas rów. W sumie do Szczyrku jedziemy 6,5 godziny. A na miejscu okazuje się, że w rowerze z tyłu flak...
Zwalczam przeciwności i przed 9 jestem na starcie w centrum Brennej. Panuje lekki chaos, spotykam kilka znajomych twarzy, pobieram numerek i razem z Pawłem ruszamy na OS1. O regulaminowym uroczystym starcie nikt nie słyszał.
Po asfalcie jeszcze jakoś szło...
...ale w terenie pod górkę większość endurowców nowej generacji pcha.
Start OS1. Zatrzymałem się, żeby spuścić trochę wiatru z kół i wszyscy mnie doszli. Tak więc stoimy w kolejce do pikacza.
Trawers, jak to trawers. Bardzo OK, choć w drugą stronę jest jeszcze bardziej OK.
Poszło szybko, teraz trzeba przebić się przez Hyrcę na OS2, a to już szybko nie idzie.
Na szczęście udaje mi się wreszcie trafić w objazd samego szczytu Hyrcy. Więc nie dość, że bez pchania po kamorach, to jeszcze są widoki.
OS2. Pierwszy fakap z pikaczem - pikacza brak. Czekam jakieś 20 minut. Grupka z lewej, czyli pro, jeszcze dłużej.
Świetny oes - na pewno najlepszy ze wszystkich i w ogóle jeden z lepszych singli w okolicach Szczyrku. Całkiem był mi nieznany...
Jedynie końcówka nie najlepsza - błocko i poprzeczne rowy odpływowe pełne gadów.
Jak widać, przelot, a przede wszystkim koniec przelotu, zebrał spore żniwo.
Moje gumy wytrzymały, więc nie marudzę i ruszam na mocno podjazdową dojazdówkę na Palenicę.
W środkowym odcinku żółty to kolejny świetny singiel, ale oczywiście w drugą stronę. Pod górę to niezła orka w słońcu.
Na mecie OS3 byłem pierwszy. Ale w klasyfikacji bardzo kiepsko - oes leciał po trasie DH z Palenicy. Nie dość, że nie moja bajka, to jeszcze bajka całkiem mi nieznana - wynik dwa razy gorszy niż na pozostałych oesach.
Żeby nie być zbyt do przodu, zostaję pokonwersować z Rzaqiem...
...i pofocić czołówkę.
Dojeżdża Paweł. Cola, krókie korblowanie przy rowerze i jedziemy na OS4.
Na starcie OS4 jesteśmy pierwszymi żywymi ludźmi.
Już zaczęliśmy szukać jakiegoś szpadla, żeby obciąć łeb Szwędaczowi, ale okazało się, że to nieporozumienie i jednak nie jesteśmy pierwszymi żywymi na starcie.
Tak więc fakap drugi - rozpoczynamy oczekiwanie na pikacza.
Mijają godziny (prawie dwie)...
Wreszcie są! Przed podjazdowym OS4 taki odpoczynek i wychłodzenie mięśni jak znalazł...
Akurat po kilometrze podjazdu na czas człowiek się dobrze rozgrzewa.
Nie tracimy więcej czasu i pniemy się dalej do OS5.
No to wielki finał. Zjazdowy OS5.
Szybko, zakręty, kamory i korzenie...
...i ostre hamowania przed metą.