Bieszczady chmurzaste i wietrzne
Home [<< Pierwsza] [< Poprzednia] [Następna >] [Ostatnia >>]
Ruch na świeżym powietrzu to zdrowie, więc chłopaki rozgrzewają się na stacji benzynowej...
Dzień 1. Po 8 h jazdy samochodem i 6 h snu jesteśmy gotowi do walki.
Pogoda... w sumie taka, jaka miała być w niedzielę - pochmurno, niezbyt zimno i trochę wiatru...
Po krótkim asfalcie zaczynamy walkę z mokrymi liśćmi.
Chwila odpoczynku, bo zza grzbietu słychać dość nieprzyjemne odgłosy związane w wiatrem...
I faktycznie. Wieje mocno...
Doubrani zaczynamy przeprawę przez szumiący las.
Ostatnie techniczne kawałki...
I docieramy do widoków... I do wiatru. Na dole dowiedzieliśmy się, że wiało do 100 km/h. Ale na szczęście wieje równo... :)
Widokami staramy się nacieszyć, ponieważ...
...istnieją dość poważne przesłanki, że widoki niedługo się skończą.
Wietrzycho jest takie, że trudno pchać rowery.
Zresztą ze ścieżynki też próbuje nas zepchnąć. Ścieżynka szerokości 20 cm i głębokości 10 cm też nie ułatwia sprawy.
Ale nie poddajemy się aurze i napieramy.
Napieramy w kierunku końca świata.
Świat zaczyna się delikatnie zacierać...
No i wreszcie to nastąpiło - albo wjechaliśmy za wysoko, albo chmury zjechały za nisko. W każdym razie granica została przekroczona.
Nawet wiatr urywający głowę nie potrafi rozgonić chmur.
Nieustępliwie walczymy od znaczka do znaczka.
Widoczność polepsza się inaczej.