Wypad na Beboka
Home

27 km - AVS 8,9 km/h - Vmax 43,6 km/h - 1143 m przewyższeń

Jakoś w tym roku mam niedosyt tripów i podjeżdżania, a Srebrna Góra po Finale mało mi się widzi. Wybieram więc jednodniowe Bielsko. Zaczynam od rozgrzewki. Wyciąg jedzie w tempie żółwia, słońce przygrzewa, więc naprawdę ciepło. No i żal nie skorzystać z jedynego kręcącego krzesełka w okolicy. Krótkiego, więc dużo podjeżdżania nie zabierze.
Dalej już we własnym zakresie. Kierunek Klimczok.
A w Łodzi podobno szaro...
Szybciej niż myślałem mijam końcówkę gondolki. Ale to nie koniec podjazdu.
Trochę źle skręcam i ląduję nie po tej stronie szczytu, pozostaje więc wypych.
Raczej nie jest źle.
Cel wypadu - Bebok.
Warunki świetne, bardziej sucho niż gdy byłem tu latem po raz pierwszy.
Powrót i wedle zegarka nie zdążę drugiego kółka przed zmrokiem. Czilałtuję więc na kapuczino i pod koniec okazuje się, że jednak bym zdążył od razu, bo zegarek na kierze ma czas letni. Ale po czilałcie już nie zdążę. Zaczynam więc kółko...
...i kończę podjazd przy Gondolce, gdzie odbijam na Cyberniok. W planie Dębowiec albo Cyberniok właśnie...
...ale na wlocie, po zdalnych namowach Pingwina, wbijam w Konara. Nie jest zły, choć chyba wolę Cybernioka. Jeszcze parę podjazdów, końcówka Dębowca i do domu. Całkiem udana 'tripowa' niedziela.