Miniraport z Kozy
Startowa

36,5 km - AVS 8,1 km/h - Vmax 32,0 km/h - 1485 m przewyższeń

Niedziela pogodowo wszędzie odstraszała, pozostał szybki strzał jednodniówkowy w sobotę. Jak szybko, to Bielsko i namiastka tripa czyli bez wyciągu. Początek szutrem, potem wbijam się w Daglezjowy. Zdziczał. To nawet nie chodzi o rozjeżdżenie, ale o erozję. Powychodziły kamory, korzenie i generalnie (przynajmniej w górnej części) trzeba się przyłożyć do podjazdu.
Na rozgrzewkę Cygan. I tu też to samo - górna część to solidny łomot po kamieniach, korzeniach, progach, miejscami czułem się prawie jak na niebieskim z Baraniej Góry. Obstawiam kilka przecięć wkładki z tyłu...
Z kolei dolna część to dywany korzeni. Prawie się niekończące. O dziwo, na Cyganie sporo młodzieży, nie znam się na wieku, ale strzelam 14,5.
Olewam ostatnią sekcję i miłym skrótem kręcę na powtórkę.
Teraz będzie DH+. Zdjęć brak, bo szkoda się zatrzymywać. Mam wrażenie, że DH mniej zniszczone przez pogodę. Może trochę większe progi, jakieś 2-3 sekcje z korzeniami, ale łomot jakby mniejszy niż na Cyganie.
Po 3 kółkach sjesta wśród drących się bachorów. Tu bez zmian.
Dla pełnej relacji Kamieniołom. Zniszczenia podobne jak na Cyganie. Ścianka pierwsza z ciut większym progiem w połowie, ścianka druga z jarem po wodzie, który lekko mnie skotłował.
Chwila gładkiego odcinka i widoczek. Akurat na odpoczynek.
Końcówka Cygana, znów do góry szutrem do końca, DH+ na dorżnięcie, pół Cyganki na rozluźnienie paluchów na kierze i do domu.