Jednodniówka
Home
Większość kolorowego enduro blokuje tego dnia Srebrną Górę. My, mniej chromatyczni, decydujemy się więc na Bielsko, mimo ciut gorszych prognoz.
Atakujemy Daglezjowy. Jak na razie nie jest źle, choć w samochodzie, do samego Bielska, jechaliśmy w pełnym słońcu. Tempo rozgrzewkowe, więc w 30 minut jesteśmy na górze.
Ekipa się powiększa, bo Ola postanawia wyrwać się z domu i trochę nam potowarzyszyć.
Olewamy oczywiście Twistera i dozbrajamy się u wlotu na Cygana.
Warunki na Cyganie prześwietne, tak więc zdjęć brak. Daglezjowy ponownie.
Nadal sucho, choć pułap chmur mocno się obniżył.
Cygan ponownie. Na dole żegnamy Olę i we dwójkę jeszcze raz robimy zestaw Daglezjowy-Cygan. Bo trudno nam przestać w tych warunkach.
Potem szybki przerzut samochodem i atakujemy drugi zestaw tras. Szczyt Szyndzielni całkiem w mokrych chmurach, na dodatek wieje. Jednak sam Dziabar suchy, więc łomoczemy.
Jednak z każdym kółkiem chmury robią się bardziej zawiesiste i schodzą coraz niżej. Trasa zaczyna namakać.
Przy trzecim przelocie sam początek Dziabara już mało zjeżdżalny, a w połowie zaczyna płynąć woda. Na szczęscie to ostatni zjazd z trójpaku.
Kończymy Dębowcem, który jeszcze nie zdążył za bardzo nasiąknąć. Bardzo szkoda, że z niego tak daleko do kolejki - do spółki z Dziabarem byłby idealnym zestawem w trójpaku.
Obskrobujemy błoto z rowerów i z siebie i powrót do domu.